Browsing Tag:

kuchnia żydowska

Warsztaty kuchni żydowskiej – Dzien III

Wszystko co dobre szybko się kończy. Tak mogę powiedzieć o tych trzech dniach warsztatów spędzonych z Anią i Madzią w Hevre na krakowskim Kazimierzu.

Na koniec czekały nas same emocje. Na początek znów siekałam miętę, tym razem niefortunnie razem z palcem wskazującym. Na szczęście Madzia poratowała mnie plasterkiem w jednorożce i po ubraniu jeszcze ochronnej rękawiczki pocięłam zioło jak należy. Szkoda że pod nóż nie wpadła mi jeszcze pietruszka bo koniec końców wyławiałam z sałatki tabbouleh jej duże fragmenty.

W międzyczasie zostaliśmy nakarmieni przez szefa Moshe Basson przepysznym chlebem z pesto z oregano i orzechów, które zniknęło ze stołów chyba szybciej niż się pojawiło. Potem rozpoczął się festiwal chwalenia wczorajszego hummusu w wykonaniu Ani (ponoć zrobiła lepszy niż podają w niejednej izraelskiej restauracji) oraz praca Madzi nad wymieszaniem składników sałatki.

Dla nieobecnych w pierwszych dwóch dniach przygotowaliśmy znów pieczone na ogniu bakłażany w postaci babaganoush oraz falafele. Te ostatenie smakowały zabójczo dobrze. Kto by pomyślał, że mała kulka upieczonej ciecierzycy może tak cieszyć.

Największe emocje wzbudziły jednak figi, te świeże i suszone, które faszerowaliśmy kurczakiem lub grzybami. Okazało się, że dla wszystkich uczestników będzie to nowe kulinarne doznanie. Wiele rąk rzuciło się na pomoc kucharzowi, by samemu przygotować chociaż jeden owoc. W tym samym czasie przygotowywane było danie główne, czyli ryba w sosie tahini i szpinak. Podane razem z zapieczonymi figami i sosem z tamaryndowca oraz wędzoną pszenicą, obiad smakował obłędnie.

Już mieliśmy się rozejśc gdy na stole zaczęły pojawiać się kieliszki z deserem. Pyszna masa budyniowa z aromatem różanym skradła serce każdego łasucha, a mnie standardowo zasłodziła. Te warsztaty będę pamiętała długo. Wiele dań przygotuję sama, oczywiście po swojemu modyfikując co się da! No i chyba będzie trzeba zorganizować jakiś warsztatowy wieczór degustacyjny dla tych, którzy nie mogli do nas dołączyć.

Madziu i Aniu. Dziękuję za towarzystwo, bez was te trzy popołudnia by się nie udały. Dobrze po stresującym dniu w pracy rozerwać się w doborowym towarzystwie. Do zobaczenia w następnej kulinarnej przygodzie!

 

Warsztaty kuchni żydowskiej – Dzień II

Drugi dzień warsztatów w Hevre w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie minął oczywiście smacznie. Nie mogło być inaczej, skoro w programie poza ustalonymi wcześniej daniami udało się szefowi Moshe Basson wcisnąć kilka pysznych przekąsek.

Na początek w ramach degustacji przygotowaliśmy babaganoush czyli pastę z bakłażana, przygotowana na ciepło przez szefa w stylu jego jerozolimskiej restauracji. Dodatkiem, który zaskoczył nas wszystkich w tym daniu były pestki granata. Dzięki szefowi wiemy już jak poprawnie obrać granat a także jak idealnie przygotować kasze bulgur. Ta druga umiejętność przydała sie nam przy tworzeniu sałatki tabbouleh, do której ochoczo siekałam miętę. I chociaż Ania nie zjadła jej zbyt wiele, bo posiadała też tonę pietruszki, ja chętnie dojadłam jej porcję.

Potem przyszedł czas na kolejną wesję maqluby, tym razem z rybą i ciecierzycą. Przygotowanie tej potrawy nie zajęło nam dokładnie tyle czasu byśmy mogli dowiedzieć się kilku ciekawych historii z kuchennej historii Moshe oraz nauczyć się jak pozbyć sie zapachu cebuli z dłoni.

Niestety ta sztuczka nie działa na czosnek, którego kilkanaście ząbków siekałam do szpinaku rozgrzanego na patelni z olwą, gdy w tym czasie Ania śledziła wyniki mistrzowskich meczy. Nie uszło to uwadze szefa, dlatego też za karę moja współwarsztatowiczka robiła hummus w moździerzu. Na szczęscie był on tak dobry, że każdy wybaczył jej brak chwilowej uwagi.

Już miałyśmy wychodzić, gdy nagle okazało się, że przygotowano dla nas również deser w postaci ciasta basbousa, które polane zostało obficie sosem tahini. Oczywiście nie mogło obejść się bez degustacji. Wyszłyśmy więc parę gramów cięższe na krakowski Kazimierz.

 

Warsztaty kuchni żydowskiej – Dzień I

Dobrze jest wrócić na takie wydarzenie. Brakowało mi od paru lat warsztatów kulinarnych z prawdziwego zdarzenia organizowanych z okazji Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie. W tym roku stawiłam się na nich z nieodłączną na takie smaczne spotkania Anią zwaną Dżargsem oraz po raz pierwszy z Madzią T.

Tegoroczna edycja odbywa się w lokalu Hevre na krakowskim Kazimierzu i już widzę plusy tej lokalizacji. Jest dużo przestrzeni, tlen którego na przykład brakowało na pierwszych warsztatach na barce oraz spokój, którego nie zakłócają użytkownicy restauracji. No i kucharz też jest pierwszorzędny. Warsztaty w tym roku bowiem prowadzi Moshe Basson z restauracji Eukaliptus w Jerozolimie.

Pierwsze obawy jakie zawsze towarzyszą nam przed rozpoczęciem zajęć szybko rozwiały znajome twarze z poprzednich edycji, a przede wszystkim zapach przygotowywanych potraw. Na pierwszy ogień poszła zielona zupa z czerwonej soczewicy (doprawiona kolendrą na maksa), pesto z hizopu (który z racji niewystępowania w Polsce został zastąpiony świeżym oregano), chlebki foccacia oraz maqluba. Na koniec zajadaliśmy się deserem malabi.

Największą atrakcją było przygotowanie maqluby, która gotowała się przez większość czasu ukryta w zakamarkach kuchni. Potrawa złożona z pomidorów, bakłażanów, ziemniaków, ugotowanego kurczaka, ryżu i marchewek przyniesiona potem została na jednej ręce przez prowadzącego kucharza i w garnku rzucona do góry dnem na tacę. Rytuał przygotowania tej potrawy nakazuje odliczyć do siedmiu przed poniesieniem garnka co ochoczo robili wszyscy  uczestnicy w sobie znanym języku.

Zupa z czerwonej soczewicy okazała się być całkowicie zielona i aromatyczna ze względu na użycie czosnku, kolendry, papryki ostrej oraz dużej ilości soku z cytryny. Zagryzaliśmy ją pachnącymi i świeżo wypiekanymi chlebkami foccacia.

Gdy kosztowaliśmy intensywne w smaku pesto, dowiedzieliśmy się czym różni się angielskie eggplant od bakłażana oraz co oznacza nazwa babaganoush (potrawa z bakłażana i tahini)

Na koniec na stół wjechał deser malabi, czyli budyń z mleka migdałowego z sokiem z suszonego hibiskusu. Nie za słodkie, nie za cierpkie. W sam raz na zakończenie wieczoru.

Jutro kolejna dawka gotowania i kulinarnych inspiracji i już nie mogę się doczekać!

Do zobaczenia!

Cymes

Danie, które na pierwszy raz więkoszści ludziom w Polsce kojarzy się z … wódką. Pierwotnie wykorzystywane jako deser podsmżanej marchewki, tak jak inne potrawy ewoluował na przestrzeni lat. Teraz podawany jest głównie w święta żydowskie takie jak Rosz ha-Szana czy Pasha. Za główny składnik zawsze służy marchewka, do której możemy dokładać albo inne warzywa, albo owoce albo nawet mięso jeśli chcemy cymes potraktować jako danie główne.

Długo zbierałam się do przygotwania cymesu i nareszcie nadeszła ku temu okazja. Oczywiście zmodyfikowałam trochę przepis na własne potrzeby, ale sam zamysł tego dania pozostał nietknięty. To znaczy dodałam marchewkę!

4 duże cebule

500 g mięsa wołowego na gulasz

300 g marchewki

100 g suszonych moreli

100 g rodzynek

150 g orzechów nerkowca

150 g migdałów łuskanych

150 g suszonych daktyli

2 łyżki cynamonu

1 łyżeczka papryki ostrej

3 łyżki oleju

2 łyżki miodu

sól

pieprz

woda

Cebulę obieramy i kroimy w wąskie piórka. Marchewkę obieramy i kroimy w plasterki. W garnku rozgrzewamy olej i wrzucamy cebulę. Delikatnie ją szklimy i dodajemy marchewkę. Doprawiamy dwoma szczyptami soli. Mieszamy dokładnie żeby nic się nie przypalało do dna i w miarę potrzeby dodajemy odrobinę wody. Dorzucamy suszone owoce i orzechy oraz cynamon i paprykę.

Na osobnej patelni rozgrzewamy odrobinę oleju i delikatnie podsmażamy pokrojone w małą kostkę mięso. Kiedy przypiecze się z każdej strony przekłaadmy mięso razem z wodą i tłuszczem który zostanie na patelni do garnka z cymesem. Dokładnie mieszamy i jeśli danie jest gęste i przywiera do dna dolewamy wody. Wszystko obficie zasypujemy pieprzem (około 1,5 łyżeczki)

Garnek przykrywamy i duzimy cymes przez minimum dwie godziny co jakiś czas mieszając i dolewając wody. Idealnie jest gdy cymes gotujemy jak bigos, podgrzewając go i chłodząc przez kilka dni z rzędu. Na koniec gotowania dodajemy miód i mieszamy dokładnie.

Smacznego!