Browsing Tag:

krewetki

Shrimp House Kraków

Ten moment kiedy lokal który odwiedziłeś w czasie wycieczki do Poznania, otwiera się w twoim mieście – bezcenny. Znów w zacnym gronie przyszło nam się spotkać nad stołem pełnym krewetek, a to dlatego że na Starowiślnej w Krakowie swoje drzwi otworzył Shrimp House. Niektórzy znów poszli w klasykę, czyli krewetki w tempurze, inni jak Klaudia skusili się na krewetki w czosnku, a ja postawiłam na wersję meksykańską, której z uwagi na obfitość porcji nie mogłam dokończyć.

Lokal mieszczący się prawie w centrum Krakowa jest dość dużych rozmiarów, dzieki temu idealnie pasuje na wyjścia nawet w większym gronie. Chociaż ceny są dość spore jak za jedną porcję (od 29-35 zł) to niektóre spokojnie możecie podzielić na dwoje. No chyba że jesteście krewetkowymi łasuchami.

Miejsce dobre na szybki lunch jak i kolację, brakuje tam jeszcze zimnego piwka, ale mam nadzieje, że wkrótce i ono zagości na stołach obok koszyków wypchanych smakołykami.

Mnie ten lokal pasuje i wydaje się, że moim znajomym także. Dlatego zachęcam do odwiedzin i skosztowania krewetek w Krakowie.

Myślę, że wszystkim smakował ten kulinarny spontaniczny wypad połączony ze wspomnieniami wycieczki do Poznania. Czas przygotować się na kolejną kulinarną wyprawę.

Dzięki za towarzystwo: Madzia T, Dżargs, Klaudia, Kinga i Madzia

 

 

Peace Evening

Jak to mówiła Julie Child: „Ludzie, którzy kochają jeść, to zawsze dobrzy ludzie” dlatego też otaczam się głodomorami i smakoszami. Oczywiście nie tylko dla ich charakteru, ale również dlatego, że w tym towarzystwie ja także mogę jeść bezkarnie. A gdy jeszcze znajdziesz znajomych którzy śwetnie gotują i chętnie skosztują nowych potraw, to możesz być pewny że trafiłeś do nieba.

Tak więc w niebie wylądowałam wczoraj, a przynajmniej wysiadłam na Osiedlu na Lotnisku, a to już prawie jak drzwi do nieba. A przede wszystkim drzwi do smakowitości. Pomysł na wieczór był jeden: kuchnia kilku religii. I jak jeszcze z kuchnią żydowską nikt nie miał problemu, do dań arabskich też łatwo było się przygotować, to kuchnia chrześcijańska postawiła nam poprzeczkę prawie nie do przeskoczenia.

 

Ostatecznie każdy przyniósł coś dobrego naginając ustalone wcześniej zasady doboru produktów, dzięki czemu powstała smaczna i aromatyczna kuchnia, a stół zapełnił się po brzegi.

Były więc curry wurst, sałatka z grillowanych warzyw z mozzarellą, ser feta z zaatarem, baba ghanoush (ostatecznie nazwany przez wszystkich cementem), rollsy z bakłażanów nadziewane oliwkami i szynką parmeńską w sosie pomidorowym z parmezanem, krewetki marynowane z zaatarze, cymes i roladki z łososia, charoset, domowe pity, żelki jednorożce, pasta z awokado i granata oraz żydowki kawior.

Na koniec podano powstały w trudach deser serowo truskawkowy który był gwoździem do naszej trumny przejedzenia się oraz Killepitsch, ziołowy alkohol, który ostatecznie nie znalazł wśród zgromadzonych zbyt wielu fanów.

                                     

W cudownym, aromatycznym i smacznym wieczorze uczestniczyła Sajko Gospodyni, Dżargs, Dominik który ostatecznie poleciał na Marsa, Milczący Sebastian, Madzia i Madzia, Bożena, Tarasia w pełnej krasie i ja. Może to lepiej, że więcej osób nie dotarło na miejsce, bo jedlibyśmy jeszcze do teraz.

Mimo to czekam niecierpliwie na kolejne kulinarne spotkanie. Do zobaczenia!