Browsing Tag:

Kraków

Kraków mniej znany

Pandemia spowodowała chwilowy zastój nie tylko w podróżowaniu po świecie, ale nawet ograniczyła restauracyjne miejskie eskapady. A skoro słońce dopisuje, można jeszcze trochę poodkrywać miasto. Dziś więc zamiast jedzenie parę zdjęć z Krakowa, na który tak mało zwracamy uwagę.

Śniadanie w Krakowie: Knitted Coffee

Wydaje się, że nie ma nic prostszego, niż zjeść śniadanie w Krakowie. Ale gdzie się wybrać, żeby nie było tłumów, żeby można był skorzystać z ogródka i żeby nas tam wcześniej nie było? Tym razem uderzyłyśmy na Zabłocie. Bożena, Dżargs i Magda spotkały się w sobotni słoneczny poranek by skosztować śniadaniowego zestawu z Knitted Coffee. Idealnie dopasowane tosty z pastą z zielonego groszku lub awokado, z szynką lub łososiem, do tego pieczone kiełbaski i sałatka z warzywami. Na dokładkę miska pełna owsianki z jogurtem i owocami oraz kawa do wyboru. Jedzenia było dużo i chociaż przekonałam się, że jednak faktycznie nie przepadam za owsianką, to ptaszki ćwierkają, że teraz w zestawie można będzie wymienić ją na piwo. Więc widzę, że wszystko zaczyna być idealnie dopasowane. Takim porankom i dobremu jedzeniu mówię zdecydowane tak! A Was zapraszam do skosztowania takich pyszności na miejscu.

Dziękuję dziewczęta za cudowny poranek. Będę nudna mówiąc, że musimy to powtórzyć!

 

 

Śniadanie w Krakowie: Bazaar Bistro

Epidemia w pełni, ale jednak od czasu do czasu, z zastosowaniem dużej ostrożności, należy wybrać się z przyjaciółmi do miasta. Śniadanie to idealne rozwiązanie, większość ludzi jeszcze nie wstało, więc nie plątają się po mieście, a turystów w Krakowie jest na tyle mało w tym momencie, że wolny stolik jest realny w praktycznie każdej lokalizacji. Tym razem w towarzystwie Dżargsa i Bożeny udałam się na krakowski Kazimierz, żeby skosztować rarytasów z Bazaar Bistro. Wybór był ciężki. Ostatecznie dziewczęta postawiły na tosty z szynką i dżemem truskawkowym z pieprzem, ja natomiast skusiłam się na jajka po ranczersku. Do zestawu zamówiłyśmy pasty do kanapek oraz odrobinę pieczywa. Do popicia oczywiście kawa, herbata i nasze śniadaniowe odkrycie…prosecco ze świeżym sokiem pomarańczowym.

Czy muszę mówić, że śniadanie zrobiło na nas piorunujące wrażenie? Wszystko było pyszne, pięknie podane i smakowicie przemyślane. Na dodatek z lady kusiły nas świeże wypieki pieczywa, które przy wyjściu oczywiście zakupiłyśmy na niedzielę. Pomimo zapachu płynu dezynfekującego, który roztaczał się z każdym wchodzącym, śniadanie było uroczym doświadczeniem i iskierką nadziei, że kiedyś jeszcze będzie normalnie.

 

 

Dziękuję dziewczęta za super towarzystwo i mile spędzony czas.

Jedzenie w Krakowie: Hilo

Wydaje się, że krakowski Kazimierz to przede wszystkim kuchnia żydowska i ostatecznie stojące na każdym wolnym placu food tracki. Jednak jeśli poszukać trochę bardziej i zajrzeć w kolejne drzwi kolejnych kamienic, możemy wpaść na bardzo ciekawe, a przede wszystkim smaczne miejsca. Tym razem trafiłam z moją kulinarną duszą Dżargsem, oraz Magdą O. na ulicę Bożego Ciała do miejsca z hawajskimi bowlami.

Hilo bistro i bar, reklamuje się jako miejsce mieszające smaki wielu kultur zamieszkujących Hawaje. Więc jeśli tak smakuje to miejsce jak na Kazimierzu, to koniecznie muszę tam polecieć. Do wyboru na stół mogą trafić Wam przeróżne miski wypełnione ryżem, mięsem, warzywami i owocami. Na dania główne możecie wybrać steka, Yaki Udon lub ramen. My zdecydowałyśmy się skosztować trzech różnych produktów. Dlatego też na naszym stole wylądowała miska pełna rozmaitych warzyw i mięsa czyli shaka bawl, Yaki udon czyli makaron w sosie ostrygowym z kurczakiem oraz mój wybór czyli pad kra pao – pikantna wieprzowina z warzywami i jajkiem sadzonym na wierzchu.

Gdyby tego było mało kulinarna uczta zaczęła się od pysznych owoców morza i warzyw w tempurze oraz hit nad hity czyli tatar z tuńczyka podany z awokado i mango. Zdecydowanie podczas zajadania się tym daniem z zachwytu trzęsły się nam uszy.

Do zestawu podano trzy lemoniady które orzeźwiły nas w upalny dzień. Zdecydowanie powinnam tam powrócić wkrótce. Albo jeszcze lepiej, po prostu wybrać się na Hawaje. Ale póki bilet jeszcze drogi a zima mobilizuje mnie do wypiekania pierników to koniecznie wróce na Bożego Ciała żeby skosztować coś jescze z tej przerozmaitej kuchni. Was też tam zapraszam. Wpadajcie!

Smacznego!

 

Jedzenie w Krakowie: Tasca Ruczajnik

Kraków pełen jest restauracji włoskich, polskich a nawet gruzińskich. Ale kuchnia portugalska to jednak rzadkośc na tym rynku. Trzeba było więc ruszyć się i na Ruczaj, by skosztować smakołyków innych niż wszystkie dotychczas sprawdzone przeze mnie i niezastąpioną Dżargs z Taraszką. Ruszyłyśmy więc mimo burz i deszczy na odkrywanie nowych smaków. Było smacznie.

Co możecie zjeść w tej niewielkiej knajpce na obrzeżach blokowisk? Przede wszystkim pysznego dorsza zarówno w formie krokiecików jak i klasycznego steka, sardynki, bifanę – czyli bułkę z polędwiczką i dodatkami, podaną z ziemniaczanymi chipsami. Jeśli macie ochotę na owoce morza, uraczycie się mulami, krewetkami a nawet ośmironicą. Dla smakoszy mięsa polecam pyszną salsicha Fresca, czyli domową kiełbaskę. Znajdzie się też opcja dla wegetarian oraz smakoszy najsłynniejszego portugalskiego deseru czyli pastel de nata.

Menu restauracji zmienia się co jakiś czas, dlatego warto zajść tam nie jeden raz. Mnie udało się smakować Tasca Ruczajnik już trzy razy, i muszę przyznać że za każdym były to bardzo smaczne wizyty. Do zestawu dobrych dań należy dodać możliwość wypicia dobrego wina, które pomoże do każdego dania dobrać kelner. W cieplejsze dni możecie usiąść w ogródku, lub skorzystać z małego, ale jednak uroczo wystrojonego wnętrza restauracji.

Na nadchodzące chłody i oziębienia restauracja planuje otworzyć ogród zimowy i sama nie mogę doczekać się jak cudnie będzie smakowało portuglaskie jedzenie z możliwością podziwiania natury. A jak wiecie, ja jesień i zimę uwielbiam najbardziej na świecie. Także może tym razem winko i kolejne danie z menu skosztuję już w zimowym ogrodzie! Nie mogę się doczekać!

Na duży plus zaliczyć trzeba przede wszystkim dwie rzeczy – pomimo przyrządzania tak wielu morskich dań nie wyjdziecie z restauracji pachnąc rybą i co bardzo ważne w każdym miejscu gdzie spożywa się jedzenie, jest czysto i przyjemnie.

Zapraszam i życzę smacznego!

Śniadanie w Krakowie: Bar Wschód

Jak mówi reklama: bo smaków jak liter trzeba się nauczyć. Zdecydowanie to zdanie pasuje do śniadania jakie oferuje Bar Wschód w Krakowie. Wszystko tam jest inaczej i chociaż możecie zjeść różne wersje pierwszego posiłku dnia, to smak zdecydowanie Was zaskoczy. Razem z Dżargsem wybrałyśmy się na eksplorowanie tego przybytku bladym świtem i można powiedzieć że tego nie nie podróżowałyśmy po Krakowe ale po Świrowie, ponieważ na każdym kroku spotykały nas przygody i dziwni ludzie. Od tramwajów zmieniających trasę, poprzez moje roztargnienie i zapomnienie o przesiadce,  przez ludzi zombie krążących po Kazimierzu, różnej maści hipsterów, wariatów mówiących do siebie po zgubienie Miodowej 4 i pasażu. W końcu udało się nam dotrzeć na miejscie i chociaż wpadłyśmy w konsternację widząc na drzwiach, że lokal otworzy się dopiero o 13, uśmiechająca się z wnętrza Pani zachęciła nas do naciśnięcia klamki i wejścia do środka.

Krótkie spojrzenie na menu i ja już wiedziałam, że zamówię wschodnią wersję brytyjskiego śniadania. Dżargs zdecydowała się tymczasem na francuskie naleśniki. Nie mogłyśmy też przejść obojętnie obok nazwy hot-doga Ma-dziorka. Do tego kawa i kakao.

Po chwili na nasz stół wjechały talerze. A na nim poza tradycyjym jajkiem i kiełbaską karkówka charsiu, grzyby shitake, świeże enoki, fasolka w koreańskiej paście gochujang. Przed moją kulinarną towarzyszką natomiast stanęły dwa naleśniki, pikle ze świeżych ananasów z tajską bazylią oraz śmietanka kokosowa.

Na dokładkę hot dog z chili majo, sosem hoisin, azjatyckimi piklami i świeżą kolendrą.

Muszę się przyznać, że trochę miałam lęk przed skosztowaniem tego wszystkiego, szczególnie fasolka okazała się być największym smakowym odkryciem. I chociaż dania były niewielkie, zdecydowanie wystarczyły na poranne śniadanko i kulinarne doznania. Teraz trzeba będzie przejść się tam na obiad i kolację. Wiadomo! Do tej samej rzeki się nie wchodzi, ale do lokai w Krakowie warto!

 

Śniadanie w Krakowie: Handelek

Moją ulubioną czynnością dnia jak wszycy wiemy jest jedzenie. Oczywiście najlepsza część, to kosztowanie nowych smaków. Najlepiej udaje się to na wycieczkach do innych krajów, bo mam wrażenie że w Polsce zjadłam już wszystko. Ale oczywiście nie jest to prawdą. Bo nawet Kraków, w którym mieszkam od kilkunastu lat odkrywa co chwilę przede mną nowe kulinarne doznania. Łatwo więc jest mnie namówić na wyprawę do lokalu, w którym jeszcze nie byłam.

Tym razem z niezawodną Anią zwaną Dżargsem udałyśmy się na ulicę św. Filipa do uroczego miejsca o nazwie Handelek. Już od progu zostałyśmy rozborojone cudnymi nazwami śniadaniowych zestawów takich jak: krakowskie huncwoty, słodkie nafutrowanie się czy po krakosku. Wybrałyśmy opcję śniadaniową dla dwóch osób i po paru minutach oczekiwania na nasz stół wjechało pieczywo z krakowskimi obwarzankami w towarzystwie trzech past kanapkowych: z buraka, pasztetu i jajek. Do tego słodka chałka z masą bananową z migdałami i aromatyczna kawa z mlekiem. Nie zabrakło także kiełbasy krakowskiej oraz przepysznej sałatki z mortadelą i piwem.

Chociaż porcje nie wyglądały na duże, ledwie poradziłyśmy sobie z tą śniadaniową obfitością. Na dobicie zamówiłam sobie drugą kawę, natomiast Ania sięgnęła po sok gruszkowy.

W menu Handelka znajdziecie także inne pasty do kanapek, oscypki, kiełbaski oraz sałatki a także opcje luchowe (które pewnie wkrótce przetestujemy) oraz desery. Lokal nie jest za duży, ale z powodzeniem zmieścicie się tam w gronie przyjaciół. Jeśli dobrze rozejrzycie się, znajdziecie na ścianach słowniczek gwary krakoskiej oraz cudne czarno-białe zdjęcia miasta. Urocza atmosfera lokalu pozawala rozsiąść się i jeść. Gdyby tylko żołądki były większe pewnie skusiłybyśmy się na dokładkę, ale przynajmniej teraz mamy powód żeby tam wrócić.

Dzięki Ania za towarzystwo w ten zimny poranek. A czytających zapraszam do Krakowa na pyszne śniadania!

 

Śniadanie w Krakowie: Tamam Kraków

Mieszkam w Krakowie już kilkanaście lat i nadal z chęcią odkrywam nowe kulinarne miejeca na mapie tego miasta. I chociaż na śniadania zazwyczaj wędruję tylko do kuchni to od czasu do czasu moblizuję się na wyprawę o poranku, by skosztować czegoś nowego. Tym razem z niezawodną Anią zwaną Dżargsem wybrałyśmy się na ulicę Wiślną by skosztować tureckich pomysłów na pierwszy posiłek dnia.

Z czego znacie turecką kuchnie? Bo mnie przede wszystkim kojarzy się z kebabami i pewnie długo musiałabym się zastanwiać co jeszcze można zjeść z tego kraju. Dlatego też poszerzam swoje kulinarne doznania. I tym razem zrobiłam to w bardzo fajnym miejscu.

Deszcz, mróz i przelotny śnieg nie zniechęcił nas do wędrówki i chociaż musiałyśmy poczekać na otwarcie Tamam do godziny 10 to i tak było warto. Wybrałyśmy z listy propozycję śniadaniową dla dwóch osób i grzejąc się gorącą herbatą z opcją ciągłej dolewki czekałyśmy cierpliwie na nasze śniadanie. Po dłuższym czasie na naszym stole zaczęły pojawiać się miseczki pełne smakołyków: twaróg, oliwki zielone i czarne, ser żółty, oliwki w oleju, miód z turecką śmietaną, chałwa z pistacjami, pasta z suszonych pomidorów z lekkim pikantnym posmakiem, kiełbaski, masło orzechowe, dżemy i oczywiście menemen czyli jajecznica z pomidorami i papryką. Do tego zestawu chlebek, który co chwilę uzupełniał się w naszym koszyku.

Możecie też skosztować pysznego jajka zapieczonego z krakowskim obwarzanku. Ta idealna fuzja smaków zapeni wam pełny żołądek i uśmiecha na resztę dnia.

Początkowo myślałam, że porcja nie jest zbyt duża jak na naszą głodną dwójkę, ale szybko okazało się, że kosztowanie po kawałku wszystkich frykasów napchało nasze brzuchy do syta. A ponieważ aura na zewnątrz nie zachęcała do spacerów postanowiłyśmy leniwie spędzić czas przy stole i cierpliwie zjeść wszystko co się na nim pojawiło.

 

Lokal sam w sobie jest malutki i jeśli chciecie wybrać się tam większą kipą warto przyjść zaraz po otwarciu. Półka z winami i opcja popołudniowych przekąsek także zachęcała na dłuższe posiedzenie w Tamam. Stwierdziłyśmy jednak, że wpadniemy tam jeszcze raz w innym terminie. Za dużo tam smacznych rzeczy, by wdepnąć tam tylko raz.

 

Co zachęca? Przystępna cena, za podwójne śniadanie zapłacicie 30 złotych w cenie których będzie dolewka herbaty i dostawa chleba na okrągło. Na plus trzeba też zaliczyć przyjemną salę z ładnymi dodatkami na ścianach oraz wygodne fotele. I chociaż miejsca jest mało, warto usiąść bliżej siebie i porozmawiać. Czysto, smacznie i przyjemnie spędzicie tam czas! Polecam.

Tamam Cafe&Restaurant, Wiślna 5, Kraków