Browsing Tag:

Kraków

Jedzenie w Krakowie: Hilo

Wydaje się, że krakowski Kazimierz to przede wszystkim kuchnia żydowska i ostatecznie stojące na każdym wolnym placu food tracki. Jednak jeśli poszukać trochę bardziej i zajrzeć w kolejne drzwi kolejnych kamienic, możemy wpaść na bardzo ciekawe, a przede wszystkim smaczne miejsca. Tym razem trafiłam z moją kulinarną duszą Dżargsem, oraz Magdą O. na ulicę Bożego Ciała do miejsca z hawajskimi bowlami.

Hilo bistro i bar, reklamuje się jako miejsce mieszające smaki wielu kultur zamieszkujących Hawaje. Więc jeśli tak smakuje to miejsce jak na Kazimierzu, to koniecznie muszę tam polecieć. Do wyboru na stół mogą trafić Wam przeróżne miski wypełnione ryżem, mięsem, warzywami i owocami. Na dania główne możecie wybrać steka, Yaki Udon lub ramen. My zdecydowałyśmy się skosztować trzech różnych produktów. Dlatego też na naszym stole wylądowała miska pełna rozmaitych warzyw i mięsa czyli shaka bawl, Yaki udon czyli makaron w sosie ostrygowym z kurczakiem oraz mój wybór czyli pad kra pao – pikantna wieprzowina z warzywami i jajkiem sadzonym na wierzchu.

Gdyby tego było mało kulinarna uczta zaczęła się od pysznych owoców morza i warzyw w tempurze oraz hit nad hity czyli tatar z tuńczyka podany z awokado i mango. Zdecydowanie podczas zajadania się tym daniem z zachwytu trzęsły się nam uszy.

Do zestawu podano trzy lemoniady które orzeźwiły nas w upalny dzień. Zdecydowanie powinnam tam powrócić wkrótce. Albo jeszcze lepiej, po prostu wybrać się na Hawaje. Ale póki bilet jeszcze drogi a zima mobilizuje mnie do wypiekania pierników to koniecznie wróce na Bożego Ciała żeby skosztować coś jescze z tej przerozmaitej kuchni. Was też tam zapraszam. Wpadajcie!

Smacznego!

 

Jedzenie w Krakowie: Tasca Ruczajnik

Kraków pełen jest restauracji włoskich, polskich a nawet gruzińskich. Ale kuchnia portugalska to jednak rzadkośc na tym rynku. Trzeba było więc ruszyć się i na Ruczaj, by skosztować smakołyków innych niż wszystkie dotychczas sprawdzone przeze mnie i niezastąpioną Dżargs z Taraszką. Ruszyłyśmy więc mimo burz i deszczy na odkrywanie nowych smaków. Było smacznie.

Co możecie zjeść w tej niewielkiej knajpce na obrzeżach blokowisk? Przede wszystkim pysznego dorsza zarówno w formie krokiecików jak i klasycznego steka, sardynki, bifanę – czyli bułkę z polędwiczką i dodatkami, podaną z ziemniaczanymi chipsami. Jeśli macie ochotę na owoce morza, uraczycie się mulami, krewetkami a nawet ośmironicą. Dla smakoszy mięsa polecam pyszną salsicha Fresca, czyli domową kiełbaskę. Znajdzie się też opcja dla wegetarian oraz smakoszy najsłynniejszego portugalskiego deseru czyli pastel de nata.

Menu restauracji zmienia się co jakiś czas, dlatego warto zajść tam nie jeden raz. Mnie udało się smakować Tasca Ruczajnik już trzy razy, i muszę przyznać że za każdym były to bardzo smaczne wizyty. Do zestawu dobrych dań należy dodać możliwość wypicia dobrego wina, które pomoże do każdego dania dobrać kelner. W cieplejsze dni możecie usiąść w ogródku, lub skorzystać z małego, ale jednak uroczo wystrojonego wnętrza restauracji.

Na nadchodzące chłody i oziębienia restauracja planuje otworzyć ogród zimowy i sama nie mogę doczekać się jak cudnie będzie smakowało portuglaskie jedzenie z możliwością podziwiania natury. A jak wiecie, ja jesień i zimę uwielbiam najbardziej na świecie. Także może tym razem winko i kolejne danie z menu skosztuję już w zimowym ogrodzie! Nie mogę się doczekać!

Na duży plus zaliczyć trzeba przede wszystkim dwie rzeczy – pomimo przyrządzania tak wielu morskich dań nie wyjdziecie z restauracji pachnąc rybą i co bardzo ważne w każdym miejscu gdzie spożywa się jedzenie, jest czysto i przyjemnie.

Zapraszam i życzę smacznego!

Śniadanie w Krakowie: Bar Wschód

Jak mówi reklama: bo smaków jak liter trzeba się nauczyć. Zdecydowanie to zdanie pasuje do śniadania jakie oferuje Bar Wschód w Krakowie. Wszystko tam jest inaczej i chociaż możecie zjeść różne wersje pierwszego posiłku dnia, to smak zdecydowanie Was zaskoczy. Razem z Dżargsem wybrałyśmy się na eksplorowanie tego przybytku bladym świtem i można powiedzieć że tego nie nie podróżowałyśmy po Krakowe ale po Świrowie, ponieważ na każdym kroku spotykały nas przygody i dziwni ludzie. Od tramwajów zmieniających trasę, poprzez moje roztargnienie i zapomnienie o przesiadce,  przez ludzi zombie krążących po Kazimierzu, różnej maści hipsterów, wariatów mówiących do siebie po zgubienie Miodowej 4 i pasażu. W końcu udało się nam dotrzeć na miejscie i chociaż wpadłyśmy w konsternację widząc na drzwiach, że lokal otworzy się dopiero o 13, uśmiechająca się z wnętrza Pani zachęciła nas do naciśnięcia klamki i wejścia do środka.

Krótkie spojrzenie na menu i ja już wiedziałam, że zamówię wschodnią wersję brytyjskiego śniadania. Dżargs zdecydowała się tymczasem na francuskie naleśniki. Nie mogłyśmy też przejść obojętnie obok nazwy hot-doga Ma-dziorka. Do tego kawa i kakao.

Po chwili na nasz stół wjechały talerze. A na nim poza tradycyjym jajkiem i kiełbaską karkówka charsiu, grzyby shitake, świeże enoki, fasolka w koreańskiej paście gochujang. Przed moją kulinarną towarzyszką natomiast stanęły dwa naleśniki, pikle ze świeżych ananasów z tajską bazylią oraz śmietanka kokosowa.

Na dokładkę hot dog z chili majo, sosem hoisin, azjatyckimi piklami i świeżą kolendrą.

Muszę się przyznać, że trochę miałam lęk przed skosztowaniem tego wszystkiego, szczególnie fasolka okazała się być największym smakowym odkryciem. I chociaż dania były niewielkie, zdecydowanie wystarczyły na poranne śniadanko i kulinarne doznania. Teraz trzeba będzie przejść się tam na obiad i kolację. Wiadomo! Do tej samej rzeki się nie wchodzi, ale do lokai w Krakowie warto!

 

Śniadanie w Krakowie: Handelek

Moją ulubioną czynnością dnia jak wszycy wiemy jest jedzenie. Oczywiście najlepsza część, to kosztowanie nowych smaków. Najlepiej udaje się to na wycieczkach do innych krajów, bo mam wrażenie że w Polsce zjadłam już wszystko. Ale oczywiście nie jest to prawdą. Bo nawet Kraków, w którym mieszkam od kilkunastu lat odkrywa co chwilę przede mną nowe kulinarne doznania. Łatwo więc jest mnie namówić na wyprawę do lokalu, w którym jeszcze nie byłam.

Tym razem z niezawodną Anią zwaną Dżargsem udałyśmy się na ulicę św. Filipa do uroczego miejsca o nazwie Handelek. Już od progu zostałyśmy rozborojone cudnymi nazwami śniadaniowych zestawów takich jak: krakowskie huncwoty, słodkie nafutrowanie się czy po krakosku. Wybrałyśmy opcję śniadaniową dla dwóch osób i po paru minutach oczekiwania na nasz stół wjechało pieczywo z krakowskimi obwarzankami w towarzystwie trzech past kanapkowych: z buraka, pasztetu i jajek. Do tego słodka chałka z masą bananową z migdałami i aromatyczna kawa z mlekiem. Nie zabrakło także kiełbasy krakowskiej oraz przepysznej sałatki z mortadelą i piwem.

Chociaż porcje nie wyglądały na duże, ledwie poradziłyśmy sobie z tą śniadaniową obfitością. Na dobicie zamówiłam sobie drugą kawę, natomiast Ania sięgnęła po sok gruszkowy.

W menu Handelka znajdziecie także inne pasty do kanapek, oscypki, kiełbaski oraz sałatki a także opcje luchowe (które pewnie wkrótce przetestujemy) oraz desery. Lokal nie jest za duży, ale z powodzeniem zmieścicie się tam w gronie przyjaciół. Jeśli dobrze rozejrzycie się, znajdziecie na ścianach słowniczek gwary krakoskiej oraz cudne czarno-białe zdjęcia miasta. Urocza atmosfera lokalu pozawala rozsiąść się i jeść. Gdyby tylko żołądki były większe pewnie skusiłybyśmy się na dokładkę, ale przynajmniej teraz mamy powód żeby tam wrócić.

Dzięki Ania za towarzystwo w ten zimny poranek. A czytających zapraszam do Krakowa na pyszne śniadania!

 

Śniadanie w Krakowie: Tamam Kraków

Mieszkam w Krakowie już kilkanaście lat i nadal z chęcią odkrywam nowe kulinarne miejeca na mapie tego miasta. I chociaż na śniadania zazwyczaj wędruję tylko do kuchni to od czasu do czasu moblizuję się na wyprawę o poranku, by skosztować czegoś nowego. Tym razem z niezawodną Anią zwaną Dżargsem wybrałyśmy się na ulicę Wiślną by skosztować tureckich pomysłów na pierwszy posiłek dnia.

Z czego znacie turecką kuchnie? Bo mnie przede wszystkim kojarzy się z kebabami i pewnie długo musiałabym się zastanwiać co jeszcze można zjeść z tego kraju. Dlatego też poszerzam swoje kulinarne doznania. I tym razem zrobiłam to w bardzo fajnym miejscu.

Deszcz, mróz i przelotny śnieg nie zniechęcił nas do wędrówki i chociaż musiałyśmy poczekać na otwarcie Tamam do godziny 10 to i tak było warto. Wybrałyśmy z listy propozycję śniadaniową dla dwóch osób i grzejąc się gorącą herbatą z opcją ciągłej dolewki czekałyśmy cierpliwie na nasze śniadanie. Po dłuższym czasie na naszym stole zaczęły pojawiać się miseczki pełne smakołyków: twaróg, oliwki zielone i czarne, ser żółty, oliwki w oleju, miód z turecką śmietaną, chałwa z pistacjami, pasta z suszonych pomidorów z lekkim pikantnym posmakiem, kiełbaski, masło orzechowe, dżemy i oczywiście menemen czyli jajecznica z pomidorami i papryką. Do tego zestawu chlebek, który co chwilę uzupełniał się w naszym koszyku.

Możecie też skosztować pysznego jajka zapieczonego z krakowskim obwarzanku. Ta idealna fuzja smaków zapeni wam pełny żołądek i uśmiecha na resztę dnia.

Początkowo myślałam, że porcja nie jest zbyt duża jak na naszą głodną dwójkę, ale szybko okazało się, że kosztowanie po kawałku wszystkich frykasów napchało nasze brzuchy do syta. A ponieważ aura na zewnątrz nie zachęcała do spacerów postanowiłyśmy leniwie spędzić czas przy stole i cierpliwie zjeść wszystko co się na nim pojawiło.

 

Lokal sam w sobie jest malutki i jeśli chciecie wybrać się tam większą kipą warto przyjść zaraz po otwarciu. Półka z winami i opcja popołudniowych przekąsek także zachęcała na dłuższe posiedzenie w Tamam. Stwierdziłyśmy jednak, że wpadniemy tam jeszcze raz w innym terminie. Za dużo tam smacznych rzeczy, by wdepnąć tam tylko raz.

 

Co zachęca? Przystępna cena, za podwójne śniadanie zapłacicie 30 złotych w cenie których będzie dolewka herbaty i dostawa chleba na okrągło. Na plus trzeba też zaliczyć przyjemną salę z ładnymi dodatkami na ścianach oraz wygodne fotele. I chociaż miejsca jest mało, warto usiąść bliżej siebie i porozmawiać. Czysto, smacznie i przyjemnie spędzicie tam czas! Polecam.

Tamam Cafe&Restaurant, Wiślna 5, Kraków

Śniadanie w Krakowie: Bal

Póki jeszcze słońce wstaje wcześnie warto wybrać się w Krakowie na dobre śniadanie. Zabłocie zaprasza dość industrialną architekturą i ciekawymi lokalami, gdzie możemy pożywić się nie tylko z rana. Bal, ukryty w dziedzińcu oferuje pyszne śniadania i dobrą kawę. Możemy zjeść oczywiście nieśmiertelną szakszukę, jajka w koszulkach, menemen – czyli jajecznice z pomidorami w tureckim stylu. Dla większych głodomorów zestawy złożone z bajgli, warzyw i past, humusów lub pasztetów.

Dla tych, którzy jeszcze nie dotarli do domu z nocnego szaleństwa lokal oferuje drinki śniadaniowe jak na przykład Krwawą Marry. Bal jest duży, śmiało więc znajdziecie tam miejsce na posiłek we dwoje jak i w dwudziestoosobowej gromadzie.

Ceny od 8-30 złotych za śniadanie, w zależności od tego jak głodni jesteście. Osobiście skosztowałam 3 porcje razem z niezastąpioną Sajko i Dżargsem, które towarzyszły w pałaszowaniu smakowitości. Wszystko na relaksie, powoli, bez pośpiechu i z uśmiechem na ustach. Da się! Dobrego dnia!

 

 

Najedzeni Fest – Styczeń 2014

Dziś gościnnie znana już z bloga Ania J. zapraszam na jej relację i zdjęcia jej autorstwa z kolejnego Festiwalu Najedzeni Fest:
W czasie gdy Madzik delektował się English tea/sprawdzał się w roli cioci/podrywał Jamiego Oliviera* nieporzebne skreślić 😉 dzielni wysłannicy ruszyli na festiwal Najedzeni Fest, który już po raz kolejny odbywał się w Forum Przestrzennym.
Przy temperaturze -10 stopni rozpoczęłyśmy degustację od czegoś ciepłego jednak żeby przypadkiem się nie „sparzyć” postanowiłyśmy udać się do znanej i uwielbianej przeze mnie Hamsy! I jak zwykle to był dobry wybór. Tym razem zdecydowałyśmy się spróbować cymesu z kurczakiem (pycha!) i postawić na keftę jagnięcą jako, że panna T. która o dziwo pierwszy raz uczestniczyła w targach kulinarnych jeszcze jej nie jadła. I wpadła J Myślę, że tak jak my zostanie fanka Hamsy! Na stoisku pan Marcin w pocie czoła smażył falafele a dziewczęta nie mogły nadążyć z podawaniem pyszności bo kolejka do stoiska Hamsy nigdy się nie kończy 😉

 

Rozgrzane żołądki powiedziały, że chcą więcej więc ruszyłyśmy w poszukiwaniu czegoś równie ciekawego. Naszą uwagę przykuł przesympatyczny kucharz w fartuchu z … trupimi czaszkami
Okazał się nim być Cesare Candido z Akademii Kuchni Włoskiej, który serwował gnocchi alla venta i gnocchi alla calabra. Jak można się było spodziewać bardzo nam zasmakowały więc może zdecydujemy się warsztaty w Akademii
Po włoskim jedzeniu czas na wino! Wybór był duży, ale my jak to baby postawiłyśmy na wygląd butelek 😉 I tym sposobem padło na gruzińskie wina ze sklepu Krakó Slow Wines na ul. Lipowej. Po raz kolejny nos/wygląd 😉 nas nie zawiódł i winka były pyszne.

 

 

Po winie okazało się ze wcale nie jesteśmy jeszcze aż tak najedzone więc ruszyłyśmy w stronę znajomych Madzika z twojkucharz.pl. i tam wstyd się przyznać chyba nas zamroczyło bo wzięłyśmy jakaś dziwna potrawę z dorsza! Jakieś to było zbyt.. rybne więc uznałyśmy, że to znak i czas przerzucić się na słodkości.

 

 

Panna T. wpadła w popłoch – co tu zjeść jak tu beza tam … jeszcze większa beza, tu sernik tam babeczka – szaleństwo! A banana w dulce de leche z orzeszkami zjeść nie chciała. Stwierdziła, że to takie zwykłe i można zrobić w domu. Na szczęście udało mi się ja przekonać i za chwilę słychać było tylko mruczenie… mmmm jakie pyszne! Z tego wszystkiego nawet nie wiemy kto to serwował. Madzik nas za to nie pochwali. Na zakończenie był sernik z chałwą i ciasteczka z cukierni Red ale już na wynos.
Wychodząc zatrzymałyśmy się jeszcze przy stoisku Luks Pomada, żeby spróbować konfitur i polskich czatni. Tam zaatakował nas spragniony rozmowy młody człowiek i opowiedział co nieco o produktach Luks Pomady i zachęcił do degustacji. Do kupna nie musiał już zachęcać! Orientalny rabarbar podbił nasze podniebienia, więc pewno zostaniemy stałymi klientkami Pomady. Wszystkim, którzy lubią ciekawe połączenia smaków szczególnie polecamy właśnie rabarbar.
Oj zapomniałabym jeszcze o jednym odkryciu – sok pietruszkowy. Powiedziałabym co kto lubi ale panna T. udawała, że jej smakuje.
Kolejną edycję Najedzonych zaliczam do udanych. I oby częściej! Jednak nie w zimie bo temperatura mimo tłumów nie była szczególnie wysoka zwłaszcza w miejscu gdzie można byłoby spokojnie usiąść i delektować się pysznościami.

Obiady czwartkowe: Hamsa

Kraków to wylęgarnia restauracji, knajpek, barów i zapiekankowych zakamarków. Czas więc, by na blogu pojawił się wpis o jakimś ciekawym miejscu i oczywiście dobrym jedzeniu. Niezawodna Ania J. wpadła na pomysł obiadów czwartkowych. Plan jest jasny, minimum raz w miesiącu wybrać się w jakieś miejsce, gdzie serwują dobre jedzenie i skosztować co tylko się da. Oczywiście taki człowiek jak ja od razu przystał na tą propozycję. Po krótkiej rozmowie do kulinarnej grupy dołączyła Monika S. oraz Madzia T.

 

 

 

Na pierwszy ogień poszła Hamsa z ulicy Miodowej. Skusiłysmy się na wszystkie zypy jakie prezentowano w menu: harirę, izraelską zupę pomidorową, cytrynową zupę na kurczaku oraz zupę z soczewicy. Na drugie zamówiłyśmy średni zestaw mezze złożony z hummusu, sałatki izraelskiej, baba ganoush, falafeli i serków izraelskich podane z chlebkami. Czy to było pyszne? Oczywiście. To było przepyszne.

 

 

 

I mimo naszych początkowych oporów starczyło nam także miejsca na deser. Słodkie to było bardzo, ale za to smaczne.

 

Miło spędzony wieczór, pełne żołądki i plan, by zwiedzić Kraków kulinarnie w każdym kirunku.

nasz radosna twórczość własna – ku potomności

 

chyba nam smakowało 🙂

Dziekuję dziewczyny za dobrą zabawę 🙂

Tu Bi-Szwat na Miodowej

Na kulinarnej mapie Krakowa kolejne warsztaty. Tym razem, oczywiście w towarzystwie niezastąpionej Ani J. skusiłam się na cykliczne gotowanie w JCC na Miodowej w Krakowie. Dziś próbowaliśmy przygotować dania podawane w czasie żydowskiego święta Tu Bi-Szwat, czyli święta drzew. W Izraelu celebrowany jako początek wiosny i koniec opadów. To także dzień sadzenia drzew. 

 

 

Pod nasze noże trafiła mięta, figi, daktyle, orzechy, winogrona. Wyciskaliśmy cytryny i pomarańcze. Doprawialiśmy wszystko oliwą, pieprzem, chili. W ten sposób powstała sałatka ze szpinakiem, serem pleśniowym i orzechami – smakowy zwycięzca tych warsztatów. Sałatka z kuskusa i daktyli, tarta z figami i pomarańczami oraz pasta z bakłażana. 
 

 

siekanie mięty

 

figi

 

 
Zapraszam na fotorelację. Było pysznie. Kto wie, może następnym razem. W większym gronie.
sałatka ze szpinakiem

 

 

produkcja tarty

 

sałatka z kuskusem i daktylami

 

gotowa tarta

 

talerz pełen pyszności

 

smacznego!

 

dziękuję, było smacznie 🙂

Najedzeni Fest

Znów Forum Przestrzenie w Krakowie otworzyło się dla miłośników jedzenia i dobrej kuchni. Ten, kto chciał skosztować smakołyków z całego świata, degustować babeczki i ciasteczka blogerów kulinarnych, kupić sobie śliczny gadżet do kuchni lub napić się kawy zdecydowanie powinien odwiedzić Festiwal Najedzenie Fest.
Przybyłam i ja, daleko nie miałam, słońce zachęcało by wyjść z domu, także lepszej opcji na niedzielę nie widziałam. Pyszne coxinha z krewetkami, ciasto cytrynowe, falafele i hummus, aromatyczna kawa i czekolady z dodatkami. Eh, pysznie i pięknie. Ostatkiem sił powstrzymałam się od kupienia trzech książek kulinarnych i dwóch przepięknych kubków. Ale ponieważ przyszłam tam jeść, podpatrywać, nie mogłam tylko trwonić ostatnich pieniędzy.
Ja z Festiwalu wyniosłam pełny żołądek i udany zakup – dynia piżmowa – a co z niej będzie? już niedługo, nie mogę się doczekać.
Pięknie było, tym razem tłumniej ale i miejsca w środku więcej. Jeśli ten festiwal będzie się rozwijał w takim tempie, nie wiem czy w kolejnej edycji Hotel Forum poradzi sobie z taką ilością smakoszy.
Zapraszam na relację zdjęciową. I smacznego 🙂

 

„Młynek”

 

sera do wyboru do koloru

 

najpiękniejsze deski w Polsce

 

 

pyszności

 

 

coś na słono

 

najbardziej arotmatyczne danie

 

znajome twarze z „Twój kucharz

 

Hamsa

 

 

słodokości z domowej cukierni

 

coxinha z krewetkami

 

lokalne dżemiki z świętokrzyskiego

 

mniaaam

 

idealne na śniadanko

 

babeczki

 

jeszcze bardziej mniam
kawa, prawie gotowa

 

czosnek – to co najlepsze na świecie

 

 

pizza z pieca?

 

dynie, wszędzie widzę dynie

 

i znów

 

i znów

 

i znów dynie

 

a dla odmiany papryczki

 

bo potem znów dynie

 

Forum Przestrzenie

 

Festiwal Najedzeni Fest – po królewsku