Browsing Category

degustacja

Peace Evening

Jak to mówiła Julie Child: „Ludzie, którzy kochają jeść, to zawsze dobrzy ludzie” dlatego też otaczam się głodomorami i smakoszami. Oczywiście nie tylko dla ich charakteru, ale również dlatego, że w tym towarzystwie ja także mogę jeść bezkarnie. A gdy jeszcze znajdziesz znajomych którzy śwetnie gotują i chętnie skosztują nowych potraw, to możesz być pewny że trafiłeś do nieba.

Tak więc w niebie wylądowałam wczoraj, a przynajmniej wysiadłam na Osiedlu na Lotnisku, a to już prawie jak drzwi do nieba. A przede wszystkim drzwi do smakowitości. Pomysł na wieczór był jeden: kuchnia kilku religii. I jak jeszcze z kuchnią żydowską nikt nie miał problemu, do dań arabskich też łatwo było się przygotować, to kuchnia chrześcijańska postawiła nam poprzeczkę prawie nie do przeskoczenia.

 

Ostatecznie każdy przyniósł coś dobrego naginając ustalone wcześniej zasady doboru produktów, dzięki czemu powstała smaczna i aromatyczna kuchnia, a stół zapełnił się po brzegi.

Były więc curry wurst, sałatka z grillowanych warzyw z mozzarellą, ser feta z zaatarem, baba ghanoush (ostatecznie nazwany przez wszystkich cementem), rollsy z bakłażanów nadziewane oliwkami i szynką parmeńską w sosie pomidorowym z parmezanem, krewetki marynowane z zaatarze, cymes i roladki z łososia, charoset, domowe pity, żelki jednorożce, pasta z awokado i granata oraz żydowki kawior.

Na koniec podano powstały w trudach deser serowo truskawkowy który był gwoździem do naszej trumny przejedzenia się oraz Killepitsch, ziołowy alkohol, który ostatecznie nie znalazł wśród zgromadzonych zbyt wielu fanów.

                                     

W cudownym, aromatycznym i smacznym wieczorze uczestniczyła Sajko Gospodyni, Dżargs, Dominik który ostatecznie poleciał na Marsa, Milczący Sebastian, Madzia i Madzia, Bożena, Tarasia w pełnej krasie i ja. Może to lepiej, że więcej osób nie dotarło na miejsce, bo jedlibyśmy jeszcze do teraz.

Mimo to czekam niecierpliwie na kolejne kulinarne spotkanie. Do zobaczenia!

Twój kucharz – pyszna kolacja

Tydzień restauracyjny w Krakowie był dla mnie bardzo smaczny. To wszystko za sprawą Karoliny i Sylwka, którzy w ramach kolacji niespodzianki zaprosili mnie do Twojego Kucharza. Deszczowy wieczóra zakończył się ciepłą atmosferą w lokalu na Zabłociu. Lubię okazje do kosztowania nowych smaków. I może niektórym wydaje się, że prowadząc bloga kulinarnego zjadłam praktycznie wszystko, to niektórzy zdziwią się, że po raz pierwszy kosztowałam topinambur czy przegrzebki. I wszystko to było pyszne. 
Na przystawkę podano przegrzebki na puree z topinamburu z chorizo. Smak zaskoczył. Bałam się trochę przegrzebków, nie przepadam za owocami morza. Okazały się jednak smaczne. I chociaż sama nie będę ich przygotowywała, to może któregoś dnia w innym miejscu skuszę się na nie po raz kolejny. Przystawka okazała się sycąca i ciekawa w smaku. Pobudziła również naszą ciekawość, co do smaku głównego dania.

Na wielkim talerzu dostaliśmy kaczkę z kasztanami, szparagami, brukselką, przepyszną kaszą, marchewką i sosem truskawkowym. To dziwne połączenie smaków bardzo mnie zaskoczyło. Chciałam powoli delektować się smakiem każdego składnika, jednak chęć zjedzenia tak smacznego dania wygrała i mój talerz dość szybko stał już pusty. Zostało mi tylko tęskne spojrzenie na talerze współtowarzyszy, którzy oparli się pokusie szybkiego jedzenia. Tymczasem ja popijałam wino specjalnie dobrane do głównego dania, 

Chociaż nie jestem wielką fanką słodyczy, jednak deser już swoim wyglądem zaskoczył mnie i zaciekawił. Kokos, nasiona chia, mus mango. To było coś przepysznego. Lekki, puszysty, słodki ale nie przesłodzony. Idealnie dopełnił smaczny wieczór pozostawiając szczęście nie tylko w żołądkach.

Oby więcej takich dni, akcji kolacji, przyjaciół, nocy. Dla takich chwil warto żyć, a zmartwienia same przechodzą na drugi plan. Smacznego życia dla wszystkich!

Wpis z wielkimi całusami dla Loli i Sylwka, którzy zabrali mnie na tą smaczną kolację 🙂