All Posts By:

Madzik

Kraków

Od dawien dawna miałam plan chwycić za aparat i zostać turystą w mieście w którym mieszkam od…19 już lat. Kiedy mówię że mieszkam w Krakowie, często słyszę zachwyt nad faktem, że pewnie każdy dzień spędzam na Rynku Głównym. A tymczasem przeciętny mieszkaniec Krakowa nie zapuszcza się, szczególnie w upalny dzień, na gorącą płytę centrum, gdzie wszystko dostosowane jest pod turystę.

Jednak nawet ja czasami postanawiam eksplorować przestrzeń Krakowa. I chociaż Stare Miasto jest najrzadziej odwiedzanym przeze mnie miejscem, to przecież są jeszcze dzielnice które warto zobaczyć. Zanurzyć się w świecie, który ukrywa się przed bacznym okiem obiektywu i zaglądnąć tam, gdzie nic ciekawego dla turysty poszukującego wawelskiego smoka nie ma.

 

 

Pieczona dynia z brukselką

Dynia to nie tylko zupa krem i alternatywa dla frytek. Bardzo łatwo zrobić z nią inne smaczne dania, przygotowywane szybko i łatwo. Wystarczy kilkanaście minut by wyczarować przekąskę na lunch, dodatek do obiadu lub kolację.

Składniki:

1 dynia piżmowa

8 świeżych brukselek

1 ogórek kiszony

2  łyżki ciecieczycy z puszki

1 łyżka siekanych orzechów laskowych

siekana natka pietruszki

1 łyżeczka mielonego kuminu

2 łyżki oleju

1 łyżeczka brązowego cukru

0,5 łyżeczki ostrej papryki w proszku

sól i pieprz

 

Dynie myjemy i kroimy w plastry grubości około centymetra i delikatnie nacinamy kratkę na środku. Układamy na formie do pieczenia. (ja cześć z pestkami zostawiłam na inne danie) mieszamy łyżkę oleju z kuminem i posiekaną pietruszką. Polewamy równomiernie każdy krążek dyni. Brukselkę oczyszczamy, kroimy na mniejsze cząstki i układamy na blaszce do pieczenia. Polewamy olejem, posypujemy cukrem, papryką i solą. Mieszamy dokładnie. Warzywa zapiekamy do miękkości w 180 stopniach przez około 15-20minut.

Ogórka kiszonego siekamy w drobną kostkę. Orzechy siekamy a cieciorkę kroimy na połówki. Układamy na upieczoną dynie. Do ozdoby możemy dodać siekaną natkę pietruszki. Smacznego 🙃

Ogień – Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie

Od kilku dobrych lat czekam na ten festiwal, a przede wszystkim na jego kulinarne odsłony. To podczas jednego z nich zakochałam się w szakszuce, kuminie i falafelu. To w czasie tego Festiwalu poznałam wyjątkowych, wspaniałych ludzi, którzy do dziś przewijają się przez moje życie tak samo jak smaki i zapachy Bliskiego Wschodu. Po pandemicznym roku nadszedł czas na kolejne kulinarne wyzwanie. Tym razem Ogień! hasło przewodnie tegorocznego festiwalu i zdecydowanie nasze emocje zapłonęły już w momencie przeczytania programu.

Oto w tym roku kulinarne doświadczenia można było zdobyć w czasie kolacji w cudownej Restobar Ogień, gdzie gotował dla nas Aleksander  Baron z cudowną kuchenną ekipą. A było co jeść. I pić. A chociaż przyjechaliśmy tak przede wszystkim kosztować nowe smaki, nie zabrakło także czegoś dla ducha, czyli cudowne opowieści samego Roberta Makłowicza, który wzbogacał każdą potrawą nie tylko tłem historycznym ale i wieloma anegdotami ze świata kuchni i kultury polsk0 żydowskiej.

Na pierwszy, nomen omen ogień, jako przystawkę podano Gefilte fish – karpia po żydowsku z rodzynkami, natką pietruszki w postaci kiełbasy podanej z bitą śmietaną i migdałami. I jako początek tej kulinarnej wyprawy od razu przenieśliśmy się w nieziemskie doznania naszych kubków smakowych. Coś dziwnego pojawiło się bowiem w naszych ustach. Ta mieszanina smaków, podkręcona delikatną, puszystą śmietaną. To tylko rozbudziło nasze apatyty na więcej i więcej.

Po chwili na stół wjechał żur z wędzonej gęsiny na zakwasie z chałki. W środku talerza królował opiekany ziemniak i spora ilość mięsa. Spokojnie mogłabym zakończyć kolację na tym pysznym i sycącym daniu, ale szef kuchni po chwili zapowiedział kolejną kulinarną przygodę. Latkes, czyli placki ziemniaczane, tutaj podane z rewelacyjnie przygotowanymi gęsimi żołądkami i wątróbką. Ten smak pobudził każdego uczestnika kolacji, a nawet sprawił, że dotychczasowi uczestniczy z rezerwą odnoszący się do zjadania żołądków spałaszowali zawartość swojego talerza do czysta.

Kiedy myśleliśmy, że nasze brzuszki już nic więcej nie zmieszczą, na talerzach pojawił się czulent. Rewelacyjna jednogarnkowa potrawa gotowana zwyczajowo na szabas, podana z gęsim jajem i cudownym świeżym ogórkiem małosolnym. I chociaż coraz mniej miejsca zostawało w nas na przyjęcie kolejnych kęsów, dzielnie machaliśmy łyżkami by zjeść jak najwięcej tego dania.

Potem nastały desery. Pomyśleć można, że deser to taka wisienka na torcie, ryżowy opłatek, który delikatnie zakończy kolację. Nic bardziej mylnego. Na stół bo wiem wjechały gołąbki. Tak, takie z kapusty. W środku natomiast zamiast ochoczo sklejonego ryżu z mięsem odnaleźliśmy ser, rodzynki i owoce. Delikatnie słodka potrawa, która zaskakiwał z każdym kęsem, bo przecież jedliśmy gołąbki, z kapusty. To był niewątpliwy hit tego wieczoru.

Ale też nie jego koniec, bo ostatecznym deserem okazał się kogel mogel z wiśniówką i długo dojrzewającym serem. Niespotykane dotąd dla mnie połączenie słodkiego, wytrwanego i alkoholowego doznania. W punkt.

Oczywiście do każdego dania dobrano i serwowano alkohol, lokalne wina, nalewki, destylaty. Jedne nas zachwycały, inne wypalały mózgi razem z gałkami ocznymi. Idealnie dopasowane do każdego posiłku, orzeźwiające lub podkreślające kolejne danie.

Po tak obfitej kolacji, ciężko było się rozstać i wrócić do Krakowa. Zostaną wspomnienia, smaki i próba przygotowania sobie tego wszystkiego we własnej kuchni. Na niektóre połączenia i smaki zdecyduję się wkrótce. Dziękuję wszystkim, którzy przygotowali ten cudowny wieczór, a przede wszystkim moim towarzyszkom w konsumpcji: Magdzie T oraz Magdzie O, Sajko i Dżargsowi. Z wami zdobywanie kulinarnych wyżyn to sama przyjemność.

Kraków – Podgórze

Dziś trochę mniej gotowania, pogoda w Krakowie coraz bardziej dopisuje. Będzie więc odrobina zdjęć z Podgórza, na szczęście dzielnicy, która jeszcze nie została zadeptana przez turystów i wciąż potrafi zaskoczyć zakamarkami pełnymi pamięci, historii, prawdy która czeka na odkrycie. Odrobina chęci i można zaglądnąć w miejsca, które dla większości mieszkańców nie odsłaniają swojego wnętrza.

 

Harry Potter

A może by tak zanurzyć się w magię i powiedzieć Expecto Ciasteczko? Bo w sumie dlaczego nie. Dziś prezentuje maleństwa, które zaczarują wasze kubki smakowe. Taka słodycz nie trafia się często.

 

Psi Patrol

Póki rozkręcam się z nowymi przepisami, które teraz królują w mojej kuchni, przedstawiam Wam te maleństwa. Piernik z lukrem. I czego chcieć więcej?

Ciasto z jabłkami

Praca z domu ma jeden ogromny plus. Przerwę obiadową można wykorzystać na przygotowanie szybkiego placka z jabłkami. I jeśli ktoś uwielbia Paula Hollywooda, to wie, że pod stosami skomplikowanych przepisów kryją się u niego szybkie i smaczne perełki. Tak było i tym razem. Wpadłam do kuchni jak huragan, poprzestawiałam sprzęty, rozgrzałam piekarnik i wzięłam się do roboty. Ciasto było gotowe w 10 min, kolejne 30 spędziło w piekarniku gdy ja już na spokojnie klikałam sobie w komputer firmowy.

Składniki:

200 g mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

100 g cukru

2-3 jabłka

100 g masła

1 łyżeczka cynamonu

2 jajka

60 ml mleka

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Foremkę o rozmiarach ok 15-20 cm przykrywamy papierem do pieczenia.

Mąkę przesiewamy i dodajemy do niej drobno posiekane masło oraz cynamon i proszek do pieczenia. Dłońmi bardzo dokładnie mieszamy mąkę z masłem tak by powstał nam sypki proszek. W osobnej misce mieszamy jajka z mlekiem. Dodajemy pokrojone w drobne kawałki jabłka i cukier i wszystko dokładnie mieszamy. Dodajemy rozdrobnioną mąkę i mieszamy razem.

Przekładamy masę do foremki. Pieczemy przez 30 -35 minut, aż ciasto ładnie się zarumieni.

 

Smacznego!

Zupa z białej fasoli

Winter is coming! Robi się coraz zimniej. Kraków pokryty dzień w dzień mgłą koloru mleka. Nic nie widać, nikt nie wyłania się z białych oparów. Lepiej zostać w domu i ugotować coś dobrego. Najlepiej rozgrzewającego, jeśli będziemy musieli na nadchodzące zimno wyjść.
Dziś zapraszam na prostą w wykonaniu zupę z białej fasoli. Nic trudnego, Gotowa w krótkim czasie rozgrzeje nie tylko dłonie, ale wewnętrznie zapewni nami ciepło na parę godzin.
Składniki:
2 puszki białej fasoli
2 marchewki
2 pietruszki
1 mały seler
3 ząbki czosnku
2 łyżeczki siekanego oregano
ziele angielskie
liść laurowy
łyżka masła
3 łyżki oleju
sól
pieprz
Marchewkę, seler i pietruszkę obieramy i kroimy w kostkę. Zalewamy wodą w niewielkim rondlu. Dodajemy ziele angielskie, liść laurowy, masło. Gotujemy warzywa do miękkości.
Fasolę odsączamy z zawiesiny, pozostawiając zawiesinę do gotowania. W osobnym rondlu rozgrzewamy olej. Obieramy czosnek i siekamy drobno. Podsmażamy delikatnie czosnek na oleju. Dodajemy odsączoną fasolę. Delikanie dusimy, dodajemy polowę zawiesiny z puszki oraz ugotowane warzywa razem z wodą.
Doprawiamy solą i pieprzem zupę. Za pomocą tłuczka do ziemniaków miażdżymy wszystkie składniki. Doprawiamy posiekanym oregano. Wszystko dokładnie mieszamy i gotujemy przez kilka minut.
Smacznego

Kruche ciasteczka

Póki sezon piernikowy na dobre się nie rozkręcił i nie mieszkam jeszcze w kuchni na całego, zakradam się tam od czasu do czasu by upiec kruche ciasto. Tak dla odmiany. Tym razem postawiłam na klasykę, czarno biały wzór na lukrze. Zapraszam do oglądania:

Składniki:

2 szklanki mąki pszennej

120 g masła

1 jajko

0.5 szklanki cukru

1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Mąkę przesiewamy, dodajemy posiekane masło, cukier, wanilię, proszek do pieczenia i jajko. Wyrabiamy ciasto. Odstawiamy je na kilka minut do lodówki. Po tym czasie rozwałkowujemy je i wykrawamy dowolne kształty. Pieczemy przez 10-15 minut, aż zrobią się rumiane.

Smacznego!

Kurczak Teriyaki

Prawda jest taka, że przez większość tygodnia działam w systemie, który śmiało mogę nazwać czyszczeniem lodówki. Nie mam w niej za wiele, ale zawsze jestem w stanie skomponować szybki obiad. Jeśli natomiast trochę bardziej się zakręcę i zrobię całe dwa kroki dalej do szafki z przyprawami i sosami, to podrasuję sobie obiad lepiej niż wasz najlepszy mechanik hamulce w waszym samochodzie. Tak więc krótko mówiąc, najlepsze danie po dodaniu sosu teriyaki jest zwyczajnie jeszcze lepsze. Ot prosta zasada, dlatego może tak bardzo smakuje nam kuchnia chińska i wietnamska. Tym razem mój pomysł. Podane składniki są na jedną porcję.

Składniki:

150 g piersi z kurczaka

4 pieczarki

0.5 czerwonej papryki

1 łyżeczka sezamu

2 łyżki sosu teriyaki

1 łyżka oleju

1 mała cebula

100 g makaronu

sól i pieprz

0.5 szklanki wody

Makaron gotujemy w lekko osolonej wodzie według instrukcji na opakowaniu.

W tym czasie na patelni rozgrzewamy olej i dodajemy posiekaną bardzo drobno w kostkę cebulę. Delikatnie ją szklimy. Kroimy paprykę i pieczarki. Dorzucamy do cebuli. Kurczaka kroimy w drobniejsze cząstki i wrzucamy na patelnię. Wszystko dokładnie razem mieszamy i smażymy przez kilka minut. Delikatnie solimy (około szczypty) i dodajemy pieprz. Wszystko zalewamy wodą i dodajemy sos. Na małym ogniu zostawiamy wszystko na około 10 minut aż sos się zredukuje i delikatni oblepi zarówno kurczaka jak i warzywa. Na koniec wszystko posypujemy sezamem.

Możemy dodać natki pietruszki na koniec.

Smacznego!