Monthly Archives:

Czerwiec 2020

Domowe suszone pomidory

Może i długo trwa ich przygotowanie, może to i nie jest opłacalne tyle godzin grzać piekarnik. Może i w tym czasie można by upiec parę ciast. Ale smak przygotowanych przez siebie pomidorów i satysfakcja z gotowego słoika wygrała u mnie i przygotowałam swoje zapasy suszonych pomidorów.
Składniki:
4 kg pomidorów Lima*
4 listki laurowe
2 łyżki oleju
oliwa z oliwek
sól – 0,5 łyżeczki
pieprz – szczypta
cukier – szczypta
zioła**
Pomidory dokładnie myjemy i dzielimy na ósemki. Przekładamy do miski. Zalewamy około dwoma łyżkami oleju. Dodajemy sól, pieprz i szczyptę cukru. Dodajemy pokruszone liscie laurowe i kładziemy na blachę wyłożoną papierem. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 105 stopni i suszymy przez około 6-8 godzin***

Gotowe pomidory nadają się od razu do zjedzenia. Jeśli chcemy zachować je na dłużej, w przygotowanych słoikach ciasno układamy pomidory i zalewamy oliwą z oliwek.

*Ja użyłam pomidorów Lima, ale inne też się nadają 🙂
** możemy dodać np. zioła prowansalskie

*** Wszystko zależy od wielkości pomidorów, ilości oraz od siły piekarnika (mój jest akurat dość stary) dlatego należy co jakiś czas kontorlować suszenie się pomidorów i wyjąć je nawet przed czasem jeśli już są gotowe.

 

I na koniec dodam, że suszyłam pomidory na dwie tury. W całości powstało 3 słoiki, może to niewiele, ale radość jest wielka 🙂
Powodzenia i smacznego!

Tosty z warzywami

Nie lubię marnować i wyrzucać jedzenia. Żyjemy w świecie, w którym wszysko mamy pod ręką i często nie doceniamy daru jakim jest możliwośc posiadania tak wielu produktów. Dostępne o każdej godzinie dnia i nocy. A jednak warto zajrzeć do swojej lodówki i sprawdzić, czy nie mamy tam jednak zapasów, które łatwo można zamienić na smaczny posiłek. Tak u mnie powstały pikantne tosty na śniadanie.
 
Składniki
2 kromki chleba
1 jajko
0,5 czerwonej papryki
4 pieczarki
cebula dymka
kawałek kiełbasy (opcjonalnie)
sól
pieprz
olej
Cebulę siekamy drobno. Pieczarki obieramy i kroimy w plasterki, kiełbasę w małe kwadraciki, na koniec drobno kroimy paprykę. Na rozgrzaną patelnię dodajemy odrobinę oleju i przysmażamy cebulkę, potem dodając kiełbasę i warzywa. Delikatnie doprawiamy solą i pieprzem i na małym ogniu dusimy parę minut by warzywa zmiękły.
W tym czasie rozbijamy jajko na talerz i mieszamy widelcem. Doprawamy szczyptą soli i pieprzu. Obtaczamy chleb w jajku i smażymy na rozgrzanej patelni aż jajko się zetnie. Gotowe tosty układamy na talerzu i dekorujemy warzywami z kiełbasą.

Smacznego!

Pierogi z bobem i miętą

Bób uwielbiam. W każdej postaci. Nie wiem jednak co skłoniło mnie, by przygotować pierogi z pieca z gotowanym bobem w momencie, gdy w Krakowie w mojej kuchni temperatura odczuwalna to chyba 40 stopni. Ale co tam, włączyłam gaz, piekarnik i wałkowałam ciasto. Dobre ćwiczenia cardio nie wypociły ze mnie tyle co robienie tych smakołyków. Ale było warto. Deszczu spadnij na nas, bo mam ochotę na dokładkę.
Składniki na ciasto
1,5 szklanki mąki pszennej
4 łyżki wody
5 łyżek śmietany
szczypta soli
+ jajko i śmietana do smarowania
Mąkę przesiewamy, dodajemy sól i dodając śmietanę i wodę łączymy ze sobą wszystkie składniki i ugniatamy ciasto. Kiedy jest już gotowe przykrywamy na moment żeby odpoczęło.
Nadzienie z bobu:
0,5 kg ugotowanego bobu
1 cebula
1 szklanka liści mięty
sól
pieprz
1 łyżka masła
Cebulę kroimy w drobną kostkę i delikatnie szklimy na maśle. Liście mięty siekamy drobno. Wrzucamy wszystko do ugotowanego bobu i blendujemy wszystko na jednolitą masę. Bób może być w skórkach. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.
Ciasto rozwałkowujemy i wykrawamy kółka za pomocą szklanki. Nakładamy nadzienie z bobu i formujemy pierożki. Układamy na blaszce. Gotowe pierogi smarujemy roztrzepanym jajkiem z dodatkiem jednej łyżki śmietany. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni przez 30 minut.
Rumiane i pachnące pierogi idealnie smakują jako obiad, a także przekąska na zimno, Zdecydowanie sprawdzają się też w zajadaniu sportowych nerwów w czasie meczu 🙂
Smacznego!

Zupa dyniowo marchewkowa

Deszcz pada coraz częściej, dlatego bezkarnie można kupować już dynię i zajadać się gorącymi zupami kremami. Na dziś polecam pyszną mieszankę dyni z marchewką.
Składniki
 
0,5 małej dyni hakkaido
2 marchewki
1 cebula
1 łyżka mielonego kuminu
0,5 łyżeczki mielonego imbiru
1 szklanka bulionu
szczypior
sól
pieprz
olej
cytryna
 

 

 

Dynię kroimy na pół i wyrzucamy pestki. Resztę obieramy ze skórki (skórek nie wyrzucamy) i kroimy na niewielkie fragmenty. Wkładamy do miski. Dodajemy łyżkę oleju, solimy delikatnie i dodajemy kumin. Wszystko dokładanie mieszamy ręką by przyprawy dokładnie przyległy do dyni. Rozgrzewamy piekarnik na 180 stopni i na blaszce pokrytej papierem pieczemy dynię przez około 25 min. aż lekko zmięknie. 

Marchewki obieramy i kroimy na cztery części. Delikatnie kropimy olejem i wkładamy do piekarnika na około 30 minut. 

W tym czasie pozostawioną skórkę kroimy na cienkie paseczki. Na patelni rozgrzewamy dwie łyżki olieju i wrzucamy poskiekaną skórkę. Delikatnie ją przysmażamy. Przekładamy na papier kuchenny i odsączamy z tłuszczu. Skrapamy 3-5 kroplami cytryny.

Cebulę kroimy w drobną kostkę i delikatnie szklimy na oleju w garnku w którym ugotujemy zupę. Upieczone warzywa wrzucamy do garnka i zalewamy wodą (około 0,5 szklanki). Kiedy woda delikatnie się zagotuje dodajemy bulion. Wszystko dokładnie blendujemy. Kiedy zupa jest już gęstym kremem doprawiamy solą i pieprzem do smaku. 



Zupę przelewamy do miseczek i podajemy z posiekanym szczypiorem i usmażoną skórką z dyni. Opcjonalnie można też dodać kuskus. 
 
 
 
Smacznego!

Zapiekanka z łososiem i warzywami

Na obiad przychodziły przyjaciółki. Poza zupką z dyni trzeb było zaserwować im coś treściwego. Bo tak jak ja uwielbiają jeść. Padło na delikatnego łososia. Mam nadzieję, że im smakowało. Bo mnie bardzo.

Składniki:
500 g filetu z łososia
360 g śmietany 18%
3 łyżki pesto z bazylii
6 średnich ziemniaków
2 łyżki masła
parmezan
brokuły
olej
sól
pieprz
Ziemniaki obieramy i gotujemy w lekko osolonej wodzie. Gdy delikatnie zmiękną odcedzamy i odstawiamy do wystygnięcia. Filet z łososia oczyśczamy dokładnie z ości. W misce zalewamy jedną łyżką oleju i doprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy na kilkanaście minut, Po tym czasie wkładamy go na blaszce pokrytej papierem do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na około 15 minut. 
Śmietanę mieszamy z trzema łyżkami pesto. Brokuły gotujemy przez 4 minuty w lekko osolonej wodzie i odcedzamy. Kiedy ostygną dzielimy je na małe różyczki. 
Zapiekankę komponujemy w naczyniu do zapiekania. Ziemniaki kroimy w plasterki i układamy na dnie naczynia. Na to nakładamy podzielonego widelcem łososia i zasypujemy brokułami. Wszystko zalewamy śmietną i delikatnie posypujemy serem. Czynność powtarzamy aż to wierzchu naczynia. 
Na koniec troszkę obficiej zasypujemy danie serem i na koniec kładziemy małą łyżeczką masło w kilku miejscach tak by delikatnie się rozpuściło w czasie zapiekania. Wkładamy zapiekankę do piekarnika na 25-30 minut w temperaturze 180 stopni. 
Smacznego!

Kawalerka

W Krakowie jest chyba tyle kawiarni ilu ludzi. Gdzie się człowiek nie przjedzie, może znaleźć kawałek krzesła i wypić kawę. Co akurat w zimowych temperaturach czasami może ratować życie. Odkrycie nowego miejsca w mieście może nie jest problematyczne, ale zanlezienie klimatycznej kawiarni, gdzie podadzą nam pyszną kawę wymaga od człowieka trochę działania.

 

Kazimierz, miejscie którym płynie fala turystów i dreptają masy miejscowych. Ja trochę miejscowa już jestem więc też czasami dreptam pomiędzy kamienicami. Zaglądam w witryny sklepowe, otwieram drzwi do miejsc, które przyciągną mnie chociażby szyldem. Albo z moją przyjaciółką eksploruję podwórka, jeśli brama do nich jest otwarta.

Kawalerka, miejscówka na ulicy Brzozowej idealnie wnętrzem pasuje do nazwy. Powierzchnię dla gości ma wielkości dużego pokoju i starej kamienicznej kuchni, kilka stolików, wygodne fotele i krzywe krzesła (jak w prawie każdym miejscu w Krakowie) Zielone ściany ozdobione niezliczoną liczbą starych zdjęć i tajemnicze drewniane drzwi…do Narnii? Jeśli będziecie mieli okazję zatrzymać się tam, polecam fotele pod wielką metalową lampą. Ile kaw wypijecie w tak wygodnych warunkach nie gwarantuję, ale będzie ich więcej niż jedna.

 

A kawy i herbaty możecie wybierać godzinami. Nie obracajcie się tylko tyłem do lady, bo tam będą czyhały na Was piękne kubeczki, zaparzacze do kaw, filiżanki i puszki. Może wielu się skusi na zakupy. Ja na razie się opieram, ale przecież wrócę tam jeszcze nie raz.

Herbaty możecie kupić w kubkach, imbrykach i dzbankach, a nawet pokusić się o herbatę rozkwitającą (na mojej liście do skosztowania). Kawy w przystępnych cenach od klasycznego cappuccino po kawy parzone w areopressie czy drippie. Gorąco polecam.

 

Prawie zapomniałam napisać o obłednych ciastkach, które serwowane są w niebotycznych rozmiarach w przystępnej cenie. Więc jeśli kawa dla Ciebie to za mało, nie wahaj się sięgnąć po „odrobinę” słodyczy.

Ranny Ptaszek

Takich miejsc w Krakowie jest niestety mało. A szkoda, bo niedzielny poranek rozpoczęty w Rannym Ptaszku to idealna odskocznia po ciężkim tygodniu. Miejsca w środku mniej niż w moim małym pokoju, ale za to jakie jedzenie! Skuszona tęsknotą do smaku szakszuki oczywiście musiałam skosztować to, co podają w lokalu na Augustiańskiej. Do tego gorąca kawa z mlekiem, ziemniaczki, pyszna pita. Wszystko z dodatkiem aromatycznych i przepysznych sosów. Domowe pikle, humus i towarzystwo, jakiego sama sobie mogę zazdrościć*. 

Nie przeszkadzało mi to, że siedzę wciśnięta w kąt między ladą a ciepłym grzejnikiem. Nic to, że nad moim śniadaniem podawałam kurtki z wieszaka dla tych, którzy chcieli już wyjść. Ogromny pies zaglądał przez szybę tęsknym wzrokiem czekając, aż właścieciele dopiją kawę. Kwiatki przywieszone do sufitu dodawały klimatu, bo czułam się jak w kuchni u babci. Każdy uśmiechnięty, uprzejmy, pomimo ścisku i braku miejsc. Pyszne jedzenie. Dobry poranek. Jeszcze tam wrócę. 

Ranny Ptaszek

Augustiańska 5

31-064 Kraków


* dziękuję Kasi B., Loli i Sylwkowi za cudowne towarzystwo 🙂 Dziekuję, że poczekaliście z jedzeniem tych pyszności zanim skończyłam wszystko fotografować 🙂

Pikantna sałatka z marchewki

A skoro już mamy pilpelchumę, którą możemy zrobić sami według PRZEPISU, to można na jej bazie jechać dalej i wykorzystać ją do czegoś pysznego. Marchewki nadadzą się do tego idealnie, chociaż podjerzewam, że jeszcze niejedną rzecz wysmaruję tą ostrą pastą. Sprawdziłam, że marchewki takie świetnie pasują do szpinaku, jako dodatek na obiad ale także jako dostawka do sadzonego jajka. Polecam serdecznie.

Składniki:

3 duże marchewki

3 łyżki oleju słonecznikowego

1 cebula

1 łyżeczka pilpelchumy

1/4 łyżeczki mielonego kuminu

1/4 łyżeczki mielonego kminku

3 łyżki octu jabłkowego

Marchewki gotujemy w lekko osolonej wodzie przez kilkanaście minut by stały się miękkie (trzeba uważać by ich nie rozgotować) Po wyjęciu z wody studzimy i kroimy w grube plasterki. Na patelni rozgrzewamy olej i szklimy pokrojoną w kostkę cebluę. Dodajemy kumin i kminek i gasimy pod patelnią. Wszystko dokładnie mieszamy. Kiedy cebula delikatnie ostygnie oddajemy ją do marchewki razem z pilpelchumą i octem. Dokładnie mieszamy i odstawiamy na parę minut, żeby składniki wsiąknęły w warzywa.

Przepis pochodzi z książki Jerozolima Yotam Ottolenghi

Pilpelchuma

Ile to już razy nie zrobiłam jakiegoś dania, bo nie posiadałam składników tak trudno dostępnych w Polsce. A przecież coś tam zawsze można wymienić, zastąpić, zaimprowizować. Ważne by znać podstawy każdego smakołyku. Znów sięgnęłam po książkę Jerozolima. I znów było pysznie. A Pilpelchuma zakręcona w słoiku posłuży mi do wielu dań jeszcze.

Pilpelchuma

1 mała papryczka chilli

25 g mielonego pieprzu kajeńskiego

25 g słodkiej papryki

1/2 łyżeczki mielonego kuminu

1/2 łyżeczki mielonego kminku

20 ząbków czosnku

szczypta soli

75ml oleju słonecznikowego

Czosnek obieramy. Wszystkie składniki wrzucamy do blendera i ucieramy na jednolitą masę. Jeśli jest zbyt gęsta dolewamy odrobinę oleju. Gotowa pasta może być przechowywana w słoiczku (około miesiąca)

Smacznego!

Ciasto z orzechami i miodem

Dawno nie piekłam żadnego ciasta, a pomysł na ciasto z orzechami i miodem pojawił sie nagle i musiałam go zrealizować. Wystarczyło tylko wziąć się w garść po pracy i pomieszać ze sobą parę składników. Efekt wyszedł pyszny, ciasto zniknęło w pracy jeszcze przed obiadem, dlatego myślę, że sprawdzi się także u Was.

Składniki:

kostka masła (200g)

1,5 szklanki mąki pszennej

1 szklanka cukru

1 łyżeczka proszku do pieczenia

4 jajka

0,5 szklanki orzechów (do wyboru)

3 łyżki miodu

1 łyżka masła do posmarowania formy

2 łyżki bułki tartej do wysypania formy

Pół porcji orzechów siekamy na mniejsze kawałki (ja użyłam orzechów włoskich, laskowych, migdałów) resztę zostawiamy na wierzch ciasta. Formę o wymiarach 30 – 11 – 8 smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.

Masło topimy i lekko studzimy. Białka oddzielamy od żółtek. Ubijamy je z połową cukru na sztywną pianę. Zółtka ucieramy na puszystą masę razem z drugą połową cukru. Dodajemy masło i dalej mieszając dodajemy powoli przesianą mąkę i proszek do pieczenia. Mieszamy dokładnie i dodajemy ubitą pianę. Dodajemy posiekane orzechy i mieszamy wszystko. Ciasto przelewamy do foremki.

Na wierzchu układamy resztę orzechów. Pieczemy przez około 30 minut (do suchego patyka) po wyciągnięciu jeszcze ciepłe smarujemy miodem i czekamy aż ciasto wystygnie a miód stwarnieje.

Smacznego!