Guten morgen Vienna

Pomimo opóźnień w lotach i tłoku na niebie, byłam w stanie szybko przemieścić się z pięknych włoskich klimatów do Polski, by tej samej doby ruszyć na kolejną wyprawę. Tym razem autokarem do Wiednia w towarzystwie moich kochanych rodziców. I chociaż pierwszy dzień był bardzo męczący, to jednak warto było nadwyrężyć trochę organizm dla tych wspomnień, Najpierw długa podróż do Bratysławy, zwiedzanie zamku, oczywiście syr z frytkami na obiad i dużo słońca, tak by pod wieczór dojechać do Austrii i po szybkim zakwaterowaniu się w hotelu ruszyć dalej. Nawet burza i bojowe nastroje uczestników, że nie wyjdą z autobusu nie zepsuły wieczoru w ogrodach pałacu Schonbrunn, gdzie odbył się letni koncert filharmoników wiedeńskich. Podobno było na nim sto tysięcy ludzi, ale na całe szczęście Habsburgowie mieli wielki ogród, więc wszyscy sprawnie pomieścili się i żeby wysłuchać muzyki.

W piątek ruszyliśmy na zwiedzanie miasta i muzeum mitu Sisi. Bo jako kobieta oczywiście jestem wielką fanką wielkiego filmowego dzieła z udziałem Romy Schneider, jednak wizerunek telewizyjnej cesarzowej nijak nie miał się do rzeczywistości, o czym dogłębnie dowiedzieliśmy się zwiedzając jej pokoje i ogród. Słońce doskwierało, a my dzielnie przemierzaliśmy ulice Wiednia w poszukiwaniu nie tylko śladów cesarza, ale także pamiątek i ochłody w postaci lodów.

W czasie wolnym razem z rodzicami popędziliśmy do słynnej sali filharmoników wiedeńskich gdzie co roku odbywa się koncert noworoczny. I chociaż przewodniczka opowiadała z entuzjazmem o historii i współczesnym użytkowaniu obiektu, nie mogliśmy do końca jej zrozumieć, gdyż…mówiła po niemiecku. Ale takie rzeczy nas nie zrażają. Jednego dnia koncert, drugiego dnia słynna sala koncertowa. Gdyby zamknąć oczy i połączyć te dwa doświadczenia razem, mamy koncert noworoczny zaliczony, tyle że w lecie.

Sobota za to rozpoczęła się bladym świtem i długą drogą do opactwa Melk nad Dunajem. Zwiedzanie klasztoru, rejs statkiem po rzece, degustacja lokalnego wina, by na koniec wylądować w uroczym miasteczku Dürnstein. Tam pyszny obiad, znów podlany lokalnym winem oraz degustacja owocowych nalewek. Czy trzeba czegoś więcej od urlopu? Na koniec dnia udało się jeszcze zwiedzić ruiny jednego z zamków i po długiej podróży wróciliśmy szczęśliwie do hotelu.

Pogoda dopisywała aż do ostatniego dnia, dopiero niedziela obudziła nas deszczem. Dzięki temu nie mogliśmy cieszyć sie panormą miasta z punktu widokowego na wzgórzu Kahlenberg, ale za to wysłuchaliśmy historii obrony Wiednia przez wojska Jana III Sobieskiego. Na koniec wycieczki został nam do skonsumowania obiad i wszyscy ruszyli do Polski. Ja oczywiście postanowiłam wrócić jeszcze do centrum miasta i udałam się na samotną wycieczkę do najpiękniejszej biblioteki jaką kiedykolwiek w życiu widziałam, oraz pospacerować na spokojnie po mieście. Nie skończyło się to dobrze. Oczywiście natrafiłam na foremki do ciasteczek, przez co zaraz przed lotem do Krakowa upychałam na siłę do pełnego już plecaka ostatnie pamiątki.

Dunaj nie jest modry, czyli niebieski, ale za to Austria zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I chociaż zwiedzaliśmy głównie miasta, to mam ochotę ruszyć teraz dalej. W góry. Mam nadzieję, że tam też jest tak pięknie

 

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply
    Anna Karmen
    2019-07/CET5531sobotaEurope/Warsaw at 15:55

    A to mogę potwierdzić 🙂 Austria jest piękna i moim zdaniem nieco niedoceniona… To są takie Niemcy plus jeśli chodzi o porządek, czystość itp. I nigdzie nie ma takich ukwieconych balkonów jak w Tyrolu! Polecam :*

  • Leave a Reply