Monthly Archives:

Lipiec 2017

Kurczak z cytryną

Lato. Ciepło. Wręcz gorąco. Szczególnie w kuchni, w której przyszło mi przygotowywać potrawy. Tak więc kiedy temperatura sięga powyżej 30 stopni C. u mnie jest jak w piekarniku. 
Zapraszam na kurczaka pieczonego w cytrynie i tymianku. Delikatny w smaku, lekki obiad. Zdecydowanie mój faworyt potraw z drobiu. 
Składniki:
4 udka z kurczaka
2 cytryny (1 w plasterkach, 1 na sok)
2 młode cebule z zieloną częścią
4-5 ząbków czosnku
4 łyżki oliwy
0,5 szklanki wody lub lampka białego wina
tymianek 
sól
pieprz
Na rozgrzaną patelnię wlewamy oliwę. Dokładnie umyte udka i pozbawione skóry przysmażamy z każdej strony. Kiedy lekko się zarumienią, przekładamy je do rondla lub naczynia żaroodpornego. 
Na patelnię wrzucamy posiekaną białą część cebuli, zgnieciony czosnek oraz pokrojoną w plasterki cytrynę.. Wlewamy sok z cytryny oraz wodę lub wino. Świeży tymianek siekamy i dorzucamy do potrawy. Kiedy płyn delikatnie odparuje wlewamy wszystko do naczynia z udkami. Na koniec posypujemy wszystko zieloną częścią cebulki.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez około 40 minut. Sos powstały w czasie duszenia możemy zagęścić i polać nim mięso. 

Smacznego!

Szakszuka z cieciorką i szpinakiem

Szakszuka stała się moją śniadaniową tradycją. Jeśli nie wiesz jak dobrze zacząć dzień, by energii starczyło Ci na długo, patelnia wypełniona warzywami i jajkiem będzie idealnym rozwiązaniem. A dziś szakszuka na specjalne życzenie Akluz, czyli mojej koleżanki z pracy. 
Składniki:
1 duża cebula
3 duże pomidory
1 puszka cieciorki
2 garści młodego szpinaku
2 jajka
1 łyżeczka kuminu
0,5 łyżeczki papryki słodkiej
1 łyżka oleju
sól
pieprz
1 zielona część cebulki dymki 
Składniki na jedną porcję
Czas przygotowania: 25 minut
Na patelni rogrzewamy olej i wrzucamy posiekaną w wstążki cebulę. Dodajemy kumin i paprykę i mieszamy. Pomidory obieramy w miarę możliwości ze skórek i kroimy w ósemki. Dodajemy na patelnię i dusimy, aż się rozgniotą. Ciecierzycę odsączamy i dorzucamy mieszając (ja zużyłam około 3/4 puszki). Na koniec wrzucamy umyte liście szpinaku i deilkatnie mieszamy wszystko. 
W sosie robimy dwa wgłębienia i wbijamy do nich jajka. Delikatnie solimy i przykrywamy na około 2-4 minuty, aż jajko się zetnie – jeśli nie lubimy lejącego się białka lub żółtka możemy dłużej potrzymać patelnię na gazie. Uważajmy jednak, by nie przypalić całego sosu. Na koniec wszystko posypujemy posiekaną dymką. 
A gdybyście mieli ochotę na inny rodzaj szakszuki to zapraszam kliknąć w zdjęcie:
1. Tradycyjna:
2. Z kalafiorem i marchewką
Smacznego!

Czerwone curry z warzywami i kurczakiem

Może i na zewnątrz jest gorąco, ale to nic złego, żeby i na patelni zawrzało. Jeśli lubicie mocny, ostry smak to czerwone curry idealnie nada się na obiad lub kolację. 
Składniki:
400 g piersi z kurczaka
2 średnie papryki czerwone
1 cebula
2 łyżki pasty czerwonego curry
160 ml mleczka kokosowego
5 mini kukurydz
1 garść orzechów nerkowca
1 garść migdałów bez skórki
natka pietruszki
sól
pieprz
olej

Kurczka tniemy na wąskie paski, cebulę siekamy w krążki. Na patelni rozgrzewamy olej i szklimy cebulę. Dodajemy kurczaka i opiekamy go soląc delikatnie i dodając około 1/4 łyżeczki pieprzu. Zalewamy wodą do przykrycia mięsa. Dodajemy pokrojoną w dużą kostkę paprykę, pociętę w kawałki kukurydze, migdały i orzechy. Dodajemy pastę curry i wszystko dokładanie mieszamy. Redukujemy sos przez kilkanaście minut, aż wszystkie warzywa zmiękną. Jeśli to nie nastąpiło możemy dolać odrobinę wody i dusić wszystko raz jeszcze. 
Na koniec dodajemy posiekaną natkę pietruszki i mleko kokosowe. Mieszamy i przez parę minut utrzymujemy na ogniu. 
Smacznego!

Kurkumowe babeczki z kurczakiem

Niektóre obiady nie należą do najszybszych w wykonaniu, ale warto się nad nimi postarać. Smak i pełny brzuch oddadzą nam poświęcony czas. 
Do przygotowania babeczek użyłam formy na muffinki, jednak można też użyć kokilek. Proporcje wystarczą na około 12 sztuk. Ja najadłam się już trzema babeczkami. Idealnie nadadzą się na obiad, lub wieczorną posiadówkę ze znajomymi. 
Ciasto:
1,5 szklanki mąki pszennej
0,5 szklanki wody
2 łyżeczki kurkumy
0,5 łyżeczki soli
1 żółtko
3/4 kostki masła
+ masło do posmarowania foremki
+ jajko do smarowania
Mąkę przesiewamy przez sito. W środku robimy wgłębienie i wbijamy tam żółtko. Masło tniemy na kawałki i wrzucamy na mąkę, dodajemy kurkumę i sól. Powoli zagniatamy ciasto dodając od czasu do czasu wodę. Wyrabiamy bardzo dokładnie przez około 10 minut, aż ciasto będzie gładkie. Przykrywamy je ściereczką i chłodzimy w lodówce przez minimum godzinę. 
Nadzienie:
1 pojedynczy filet z kurczaka
15 pieczarek
2 cebule
1 jogurt naturalny
2 łyżeczki kurkumy
sól 
pieprz
olej

Jogurt bardzo dokładnie mieszamy z kurkumą. Pierś z kurczaka kroimy w drobną kostkę, przekładamy do miseczki i bardzo dokładnie mieszamy ją z jogurtem. Odstawiamy na moment. Cebulę kroimy w kostkę. Pieczarki oczyszczamy i kroimy w półplasterki. Na rozgrzaną patelnię wylewamy około dwie łyżki oleju. Wsypujemy posiekaną cebulę i lekko ją przysmażamy. Kiedy się zarumieni dodajemy pieczarki i dusimy na małym ogniu przez kilka minut. 
Na osobnej patelni rozgrzewamy tłuszcz i dodajemy kurczaka razem z jogurtem. Przysmażamy go przez kilka minut, po czym dodajemy do niego pieczarki z pierwszej patelni. Wszystko razem dusimy kilka minut, Dobrze jest jeśli sos powstały z jogurtu nie wyparuje.
Foremkę na muffiny dokładnie smarujemy masłem. Wyciągamy ciasto z lodówki i rozwałkowujemy. Wykrawamy kwadraty niewiele większe od muffinowych kółek. Bardzo dokładnie nakłądamy ciasto na formę, dociskając je do boków. Wykrawamy także taką samą ilość kółek do przykrycia babeczek.

Przygotowane ciasto smarujemy rozmąconym jajkiem. Nakladamy po równo farsz do każdej dziurki i przykrywamy kółkiem z ciasta. Palcami delikatnie ugniatamy boki tak by ciasto się ze sobą połączyło. Smarujemy wierzch jajkiem.

Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez około 20 minut. 

Smacznego!

Urodzinowo

Jak co roku dziwię się, że niektóre rzeczy przychodzą tak szybko. Najpierw zaskoczyła mnie Wielkanoc, potem niekończąca się zima, wiosenne upały i letnie burze. A tu nagle okazało się, że znów mam urodziny. Mogłam się była tego spodziewać, bo zdarzają się cyklicznie, ba nie są świętem ruchomym i zdecydowanie powinnam przyzwyczaić się do tego dnia. Ale nie, bach! Wstałam i okazało się, że jestem o rok starsza, co nie oznacza bardziej zorganizowana czy dojrzalsza.

Mogłam podejrzewać, że urodziny są blisko, kiedy parę osób delikatnie podpytywało mnie co chciałabym dostać w prezencie. Ja oczywiście wtedy nerwowo rozglądałam się za choinką, bo zaczynałam przypuszczać, że przespałam spory szmat czasu i nadeszło Boże Narodzenie. Potem na wspólnym przyjacielskim czasie wywiązała się dyskusja o prezencie dla mnie i już chciałam wziąć w niej udział, już chciałam dorzucić trzy grosze. A kiedy dziewczęta zaczęły wycofywać się nomen omen rakiem, jakoby pomyliły czaty chciałam powtrzymać je wyciągając wirtualną rękę, łapkę czy co tam jeszcze można i dać im radę w sprawie prezentu. Nie udało się!

Leżąc w łóżku i nasłuchując powstające w ciemności zmarszczki zrobiłam listę prezentów. Wiecie, taki MUST HAVE o którym marzy każdy miłośnik kuchni i kobieta w moim wieku 18+
Tak oto powstało 5 rzeczy które warto mi kupić i z których będę się cieszyła bardziej niż beduin z nowego wielbłąda:
1. Sklep z pięknym sprzętem gospodarstwa domowego – żebym mogła dotykać sobie te wszystkie dizajnerskie rzeczy – tak dotykać!! Nie ma nic przyjemniejszego niż możliwośc posiadania tych wszystkich foremek do ciasteczek, ładnych garnków, desek do krojenia w każdym możliwym kształcie i rozmiarze, fartuszki, rękawice, brytfanny…sklep oczywiście by na siebie nijak nie zarobił, bo nie sprzedałabym ani jednej rzeczy, ale byłby mój! Cały mój!
2. Samozapełniające się szafki – żebym już nie musiała dźwigać kilgramów mąki kiedy z ciężką torebką wracam z pracy. Kiedy w nocy najdzie mnie pieczenie ciastek żebym pod ręką zawsze miała śmietankę i nie musiała tuptając nerwowo czekać do poranka i otwarcia pierwszego osiedlowego sklepu – tak bo do całodobowych mam jednak za daleko!
3.  Kolacja z Jamiem Oliverem – ok, to jest najbardziej do zrobienia, ale wiecie, chciałabym żeby on przyszedł do mnie i mi tą kolację zrobił. Bo chciałabym zobaczyć jak w mojej ciasnej małej kuchni, w trzydziestostopniowym upale, w czasie zachodu kiedy przy piekarniku czujesz się jak w saunie, Jamie robi trzy dania w trzydzieści minut. No dobra, pomogłabym mu i nawet pozmywałabym naczynia. W końcu to Jamie!
4. Możliwość ugotowania obiadu z Moniką Geller – Bing dla całej paczki Przyjaciół – najlepiej w ich nowojorskim mieszkaniu. Kiedy kroiłabym cebulę Phoebe grałaby na gitarze piosenkę o kocie, Chendller tańczyłby w swoim stylu, Ross raczyłby mnie opowieścią o dinozaurach, a Joey pytałby wciąż: how you doin? No i jeszcze Rachell, ona siedziałaby na sofie a ja zazdrościłabym jej fryzury!
5. Bardzo duża kuchnia, gdzie mieściłabym wszystkie sprzęty, które używam do pichcenia. Oczywiście to misałaby być naprawdę wielka kuchnia bo mieściłby się w niej ogromny stół przy którym mieściłoby się przynajmniej piętnaście osób. Oczywiście do tej dużej kuchni musiałby prowadzić duże drzwi ogrodowe, by czasem ten duży stół wynieść na słońce i biesiadować na ogromnym ogrodzie przy grillu. Ot takie małe marzenie!

Wszystkiego najlepszego dla mnie samej! 🙂 

Curry z dyni

Przypomniało mi się to pyszne danie, a że powoli zdarzają się gorsze pogodowo dni, curry nada się idealnie na obiad lub kolację. Czytajcie i róbcie to pyszne danie. Szybkie i proste. 

Składniki:
1 mała dynia
8 średnich ziemniaków
2 małe marchewki
1 pietruszka
1 cebula
zielony mrożony groszek
olej
sól
pieprz
żółta pasta curry
szklanka bulionu
Dynie dokładnie myjemy, przekrawamy na pół i wyciągamy pestki. Pozostałą część kroimy na drobne kwadraciki. Cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę. W rondlu rozgrzewamy odrobinę oleju i delikatnie szklimy cebulę, dodajemy pokrojoną dynię i przez chwilę mieszamy razem z cebulą. Zalewamy wszystko odrobiną wody, tak by delikatnie pokryć dynię i gotujemy na lekkim ogniu przez około 15 minut. 
Po tym czasie obieramy ziemniaki, marchewkę i pietruszkę, kroimy w kostkę i dodajemy do dynii. Wszystko dokładnie mieszamy i zalewamy bulionem. Jeśli potrawa jest zbyt gęsta możemy dolać bulionu lub wody. Gotujemy wszystko na wolnym ogniu aż do zmięknięcia warzyw. 
Dodajemy 3-4 łyżeczki pasty curry oraz sól i pieprz do smaku. Przyprawa jest dość intensywna więc lepiej dodawać ją po troszku i kosztować co jakiś czas. Gotujemy jeszcze przez parę minut, aż curry zgęstnieje. Na koniec gotowania dodajemy przelany wrzątkiem zielony groszek.
Smacznego!

Drożdżówki z serem waniliowym

Hops, trzeba czasem wspomóc współpracowników, żeby mieli siły klepać entery i spacje (chociaż z tego co wiem spacj nie wszystkim działa) Zakasałam rękawy i przygotowałam drożdżóweczki na śniadanie. Humor wydawał się dopisywać każdemu, kto je skosztował.
Składniki:
2 szklanki mąki
2 jajka
14g suchych drożdży
3 łyżki masła
1/4 szklanki ciepłej wody
szczypta soli
0,5 szklanki cukru pudru
250 g serka białego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka cukru pudru
2 łyżki mleka
1 jajko do posmarowania
Drożdże mieszamy w ciepłej wodzie z dodatkiem łyżki cukru i zostawiamy do wyrośnięcia pod przykryciem na około 10 minut. Do miski przesiewamy mąkę i cukier puder. Dodajemy jajka i masło, dokładnie mieszając dodajemy wyrośnięty zaczyn. Wyrabiamy ciasto przez około 10 minut. 
Zostawiamy ciasto pod przykryciem w ciepłym miejscu przez minimum 1,5 godziny. 
Serek rozgniatamy widelcem, dodajemy mleko, waniliowy ekstrakt i cukier puder i dokładnie wszystko mieszamy. 
Przygotowane ciasto rozwałkowujemy i wycinamy kółka – na przykład za pomocą szklanki. Na wierzch kładziemy łyżeczkę przygotowanej masy serowej. Boki ciasta smarujemy roztrzepanym jajkiem. Pieczemy w temeraturze 180 stopni przez około 30 minut, aż się zarumienią. 
Smacznego!

Inspiracje z podróży: Nowa Huta

Póki nie ruszyłam w kolejną wyprawę w świat – a nawet nie wiem czy taka się zanosi, postanowiłam przypomieć sobie wędrówkę po jednym ciekawym miejscu:Nowa Huta. I nie zastanawiając się czy jest to część Krakowa, czy jednak Nowa Huta wolne miasto skupiłam się na jej urokach. Jeśli chodzi o doznania kulinarne to jednak było ich mniej niż tych wizualnych i zdecydowanie Huta powinna rozszerzyć się o kilka lokali gastronomicznych. Na szczęscie rekompensata w postaci czołgu, Placu Centralnego, wspaniałego odpoczynku na Alejach Róż, cudnych Łąk Nowochuckich, zalewu, łagodzi pustkę w żołądku. Chociaż nie jest tak źle z kawą czy ciachem, ale o tym niżej. 
Całą Hutę przeszłam pieszo. Wszerz i wzdłuż. Na Kopiec Wandy, pod Kombinat, na Zalew i na Plac centralny. Tak najlepiej zwiedzać miejsca. Bo chociaż nie ma tam kamienic, do których ukradkiem się przemycam by zobaczyć jak wyglądają krakowskie podwórka, to jednak warto jest zaobserwować wszystko z pozycji piechura. 

Historia tego miejsca zawsze mnie fascynowała, jak cała architektura wczesnego komunizmu w Polsce. Monumentalne budynki, betonowe konstrukcje, przestrzeń. Warto przejśc się także w boczne uliczki, do klasztoru w Mogile, zajrzeć do Kościoła św. Bartłomieja, poleżeć na trawie przy nowochuckim zalewie. 

Tak więc co warto zjeść w Hucie? Przede wszystkim nie możecie ominąć kawiarni Stylowej. Na Alejach Róż, kryje się klimat XX wieku. Kiedy byłam tam po raz pierwszy akurat trwała potańcówka 50 plus, starszy pan grał na keybordzie a tapirowana pani śpiewała szlagiery, do któych ochoczo tańczyło kilka par. Szybko okazało się, że razem z koleżanką stanowimy konkurencję wyrywania do parkietu więc postanowiłyśmy po wypiciu piwa wrócić tam w inny dzień.
Po jakimś czasie w niedzielne południe postanowiłam tam zjeść prawdziwy polski obiad: schabowy z ziemniakami i kapustą. I nie ukrywam, że był pyszny. Dobre piwko, świetne jedzenie, niesamowity klimat, eleganccy i uprzejmi kelnerzy, czego chcieć więcej? 

Przy łąkach otworzono Łancafe, gdzie możecie zjeść rewelacyjne ciacho i w upalne dni posiedzieć na trawie i schłodzić się lemoniadą, którą polecam z całego serca. Obok wpaść na wystawę do Nowohuckiego Centrum Kultury, albo na jakiś koncert. Jedno jest pewne, nie będziecie się tam nudzili. 

Nie musisz jechać daleko, żeby zobaczyć coś pięknego. Czasem ciekawe miejsca są na wyciągnięcie ręki. Chyba muszę pomyśleć o przeprowadzce. A na razie się zastanawiam, czy jest coś charakterystycznego co mogłabym przygotować w swojej kuchni, co smakiem pasowałoby do Nowej Huty!

Naleśniki z pieczoną dynią

Kiedy w sobotę kupowałam dynię, pomyślałam że to może za wcześnie, bo to taki bardziej październikowy smakołyk. Natura jednak pracuje na moją korzyść bo dzisiejszy poranek za oknem wygląda jak zaawansowana jesień. Nie było więc wyboru. Dynia do piekarnika, naleśniki na patelnię i krojenie papryki. Tak powstał obiad na chłodniejsze dni. 

Naleśniki:

2 jajka
1 szklanka mleka
1 łyżka masła
0,5 szklnki wody gazowanej
tłuszcz do posmarowania patelni
Jajka z mlekiem i wodą mieszamy dokładnie i dodajemy przesianą mąkę. Bardzo dokładnie łączymy z płynami tak, by nie pozostała żadna grudka. Na bardzo dobrze rozgrzanej patelni smażymy naleśniki po kilkanaście sekund na jedną stronę. Odkładamy. 

Nadzienie
mała dynia hokkaido
150 g sera białego
2 łyżki masła
sól
pieprz
olej
Dynię obieramy ze skórki i usuwamy pestki ze środka. Kroimy w paski. W misce mieszamy z około 2 łyżkami oleju, solą i pieprzem i pieczemy w 180 stopniach przez około 20 minut (sprawdzamy czy dynia jest miękka)
Po wyjęciu z piekarnika studzimy dynię i dodajemy biały ser i masło. Dokładnie mieszamy wszystko razem. Przygotowaną pastę nakładamy na gotowe naleśniki i składamy w trójkąty. Można naleśniki podgrzać na patelni z odrobiną masła. 
Sos
papryka czerwona
papryka zielona
papryka zółta
2 cebule
1 łyżeczka papryki wędzonej
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka kuminu
sól
pieprz
0,5 szklanki wody
Cebulę kroimy w półkrążki, papryki oczyszczamy z gniazd i kroimy w kostkę około 1cm na 1 cm. Na patelni rozgrzewamy olej i podsmażamy cebluę. Dodajemy przyprawy i dokładanie mieszamy. Wrzucamy papryki i mieszamy z cebulą. Na wolnym ogniu delikatnie podpiekamy przez 2-3 minuty i zalewamy wszystko wodą. Redukujemy sos. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. 
Smacznego!

Pieczone pierogi z wątróbką

Już tak dawno nie było pierogów, że postanowiłam powtórzyć ten ciekawy smak. Może nie ugotujecie się w letnich upałach przy wykrawaniu i wypiekaniu. Warto skosztować. Mogą być nie tylko obiadem, ale także wspaniałą przekąską na ogrodową imprezkę. 

Ciasto:

1 szklanka mąki pszennej
5 łyżek śmietany
szczypta soli
mąka do podsypywania

Farsz:

40 dkg wątróbki drobiowej
1 duża cebula
1,5 łyżeczki posiekanego rozmarynu
4 łyżki oliwy
sól, pieprz do smaku

Do posmarowania:

2 łyżki śmietany
1 jajko

Cebulę kroimi na drobną kostkę. Rozgrzewamy olej na patelni i lekko rumienimy cebule. W tym czasie wątróbkę oczyszczamy i kroimi w drobne kawałki. Dodajemy do cebuli i dusimy przez kilka minut na ogniu. Studzimy.
Po wystudzeniu możemy jeszcze raz posiekać wszystkie składniki lub zmielić – według uznania.
Dodajemy drobno posiekany rozmaryn. Doprawiamy solą i pieprzem oraz oliwą, tak by farsz nie był zbyt suchy (oliwy nie powinno być za dużo, żeby nie zaczęła za bardzo podgrzewać się w piekarniku)
Wyrabiamy ciasto ze wszystkich składników. Wykrawamy okrągłe formy. Ciasto jest dość miekkie dlatego potrzeba dużo mąki do podsypania. Gotowe formy wypełniamy farszem i zagniatamy rogi zamykając pierogi. 
Gotowe pierogi układamy na papierze do pieczenia. Smarujemy zmąconym jajkiem ze śmietaną. Układamy pierogi na papierze do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego na 170 stopni celcjusza na około 30 minut. 

Przepis na około 16 pierogów wykrojonych ze standardowej szklanki.

Smacznego 🙂