Bill’s

Jak ja lubię Wielką Brytanię. A przede wszystkim jej kuchnię. Kto mnie zna wie, że raz do roku muszę zjeść porządne angielskie śniadanie. Najlepiej oczywiście na wyspach, w restauracji. W tym roku znów poleciałam do Woking. Jakże więc duża była moja radość, kiedy w niedzielny poranek udaliśmy się do restauracji Bill’s. Miejsce urocze. Mające swój klimat. Urzekły mnie blaszane dzbanki na herbatę. Metalowe stoły. Półki uginające sie od firmowych produktów, które można sobie kupic (następnym razem chyba się skuszę) oraz książek Billa.

No ale sednem tej wyprawy było śniadanie. Byłam głodna, więc kiedy przede mną pojawił się talerz z tostem, jajkiem,bekonem, pomidorem, pieczarkami, kiełbaską i fasolą w sosie pomidorowym, pomysłałm: mało! Na szczęście to było tylko złudzenie. Najadłam się tak bardzo, że śniadanie trzymało energię w moim organiźmie jescze do wieczora. Było warto. Koniecznie muszę tam wrócić. I chociaż nie skusiłam sie na herbatkę z mlekiem, to jednak będę wspominać to miejsce z uśmiechem. A w najbliższym czasie takie śniadanko przygotuję sobie sama. 

Najbardziej urzekła mnie możliwośc zakupienia gadżetów z restauracji za pomocą papierowej torby. Produkty i ceny wydrukowano na papierze na którym możemy zaznczyć, co chcemy kupić. Kelner zapakuje dla nas wszystkie zamówione produkty i zapakuje je dla nas na koniec posiłku. Świetny pomysł. Szkda, że tak mało miejsc w Polsce sięga po takie rozwiązania marketingowe.

A kolejna wyprawa kulinarna już w planach. Mam nadzieję, że bedzie równie smaczna i udana. Tymczasem wracam do kuchni. Czas przygotować parę słodkości!

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply