Daily Archives:

2015-02/CET0328niedzielaEurope/Warsaw

Bataty i leniwy weekend

Koniec tygodnia zapowiadał się smakowicie i towarzysko. Skoro mieli wpaść do mnie goście, trzeba było przygotować coś do przekąszenia. W sklepie znalazłam bataty. I choć początkowo myślałam o zupełnie innym planie na to warzywko, postawiłm na frytki. Oczywiście doprawione „po mojemu”. Do tego pieczony łosoś i sałatka ze szpinakiem. Myślę, że dziewczętom smakowało. 
Frytki:
2 duże bataty
3 łyżki oliwy
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka pieprzu
1 łyżka przyprawa tandoori masala
szczypta cukru
Bataty obieramy i kroimy w słupki. Wszystkie składniki mieszamy ze sobą i wylewamy na pokrojone warzywa. Najlepiej za pomocą rąk mieszamy wszystko, aż przyprawy w oleju oblepią dokładnie bataty. Pieczemy w temperaturze 200 stopni przez około 25 minut. 
Łosoś:
Filet z łososia 
1 łyżka oliwy
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka sosu worcestershire
sól
pieprz 
papryka słodka
Rybę dokładnie myjemy i kroimy na podłużne porcje, w zależności od ilośći osób które będziemy częstować. Ja przygotowałam 6 kawałków. W misce umieszczamy osuszoną rybę, wlewamy i dodajemy wszystkie składniki. Dokładnie mieszamy rękami. Wkładamy do lodówki na około godziny. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez około 20 minut. Najlepiej ułożyć łososia skórką do góry. Po upieczeniu jest pyszna i chrupiąca.
Sałatka:
liście młodego szpinaku
1 kalarepa
1 pęczek rzodkiewki
1 cebula czerwona
sos:
3 łyżki oliwy z oliwek
sól
pieprz
1 łyżeczka musztardy
sok z połowy cytryny
szczypta cukru
1 łyżeczka octu balsamicznego

Szpinak myjemy i osuszamy na sitku. Kalarpę obieramy i kroimy w drobne słupki. Rzodkiewkę kroimy w ćwiartki. Cebulę siekamy na piórka. Wszystkie składniki mieszamy ze sobą w misce. 
W kubeczku łączymy wszystkie składniki na sos, dokładnie mieszamy i wlewamy do przygotowanej sałatki. Wszystko mieszamy i podajemy na stół.
Smacznego!
a to niedzielna migawka z Kolanka (lub jak mawia Klaudia z Kopytka)
Dziękuję dziewczęta za wspaniały weekend! Domowe wino było smaczne jak zawsze, a uśmiech do teraz nie zchodzi mi z twarzy 🙂